Erazm Dominiak – „Wspomnienia chórzysty”


Spisane z okazji 50-lecia CHAPS’u i 30-lecia ZACHAPS’u.

Wspomnienia dedykuję:
Profesorowi Janowi Szyrockiemu,
Koleżankom i Kolegom z którymi
przeżywałem trudy prób
i koncertowe uniesienia
oraz mojej rodzinie.

Podziękowania:
Dziękuję Koleżankom i Kolegom chórzystom
za przypomnienie wielu ciekawych sytuacji
wartych umieszczenia w moim pisaniu.


1. Wprowadzenie

Nastał dzionek nam radosny,
Każdy ptak śpiewa jak w czas wiosny,
Śpiewa też brać chóralna w uniesieniu,
Grzejąc się w słońca i radości promieniu.

Nastał czas chwały i szczęśliwości,
Miasto doczekało się tej uroczystości.
50-cio lecie CHAPS’u - to kulturalne wydarzenie,
Jan Szyrocki zrealizował swe życiowe marzenie.

Na tych kilka miesięcy Szczecin rozbłyśnie,
Muzyką, śpiewem ludność się zachłyśnie.
Będzie się mówić o tym w muzycznym świecie,
W Ameryce, Europie, Polsce - nie tylko w powiecie.

Należy jeszcze informacje o uroczystościach uzupełnić:
30-to lecie COLLEGIUM MAIORUM ma się też dziś spełnić.
Chóru tego założyciele są CHAPS’u kontynuatorami,
A dalej śpiewając, już dawno przestali być amatorami.

Chóru Politechniki Szczecińskiej jubileusz,
Zrobił szum, jakiego nie powstydziłby się nawet Prometeusz.
Starzy chórzyści przyjechali, są też młodzi,
Sala Filharmonii w powodzi kwiatów brodzi.

Z dalekich krajów i bliskich miejscowości,
Obywatele szanowani, również ludzie prości.
Wszystkich ich łączy muzyki umiłowanie,
A przede wszystkim - chóralne śpiewanie.

W większości w Szczecinie studiowali,
Głównie zresztą tutaj zamieszkali.
W czasie studiów z chórem się związali
I na stałe w nim sercem pozostali.

„W sezonie róż, chryzantem, w wiosenny piękny czas
Prelekcję puścić kantem, Durane ce si tas,
Jak pięknie wiosna wionie za miastem pośród drzew,
A wietrzyk chłodzi skronie i ptasząt słychać śpiew”.

Młodzieńczych lat melodia,
Brzmi w uszach jak rapsodia,
Do dzisiaj utwory te znają
I często je chętnie śpiewają.

“Gaudeamus igitur iuvenes dum sumus”
Inaugurowało rocznej nauki przymus.
Dzisiaj owoce tego zbieramy,
Bo wspaniałe wykształcenie mamy.


2. Prehistoria

50 lat temu na apel ZSP i Rektora,
Zaśpiewać na akademii nastała pora,
Student Jan Szyrocki na pianinie grając,
Stworzył chór – pojęcia wielkiego o tym nie mając.

Próbował być naukowcem, specjalistą od żelbetu,
Mógł pracować na etacie i zaglądać często do bufetu,
Serce w jego wnętrzu jednak innym rytmem biło
I muzyce, w szczególności chóralnej, się poświęciło.

Dzisiaj z pewnością wszyscy mamy wrażenie,
Że było to szczecińskie epokowe wydarzenie.
Na ziemiach zachodnich zaczęła rozbrzmiewać muzyka,
Ciesząc uszy publiczności i każdego krytyka.

Dawny hymn „Gaude Mater Polonia”
Brzmiał w Szczecinie jak symfonia.
Napływowa, nie tylko zza Buga, ludność,
Wyrażała w ten sposób powojenną radość.

Akademie i pochody 1-wszo Majowe,
Imprezy lipcowe i październikowe,
W początkach zespołu działalności,
Nie mogły obyć się bez jego obecności.

Śpiewaliśmy na akademiach i różnych rocznicach,
Małe pojęcie mając o prawdziwych ich obliczach.
Lepiej było nie zadawać pytań zbyt trudnych,
By nie narazić się Panom o obliczach smutnych.

Zostawmy jednak problem oceny tamtych czasów,
Jedno jest pewne; dla sopranów, altów, tenorów i basów,
Śpiewaliśmy wspaniałe, głównie polskie utwory,
Poprawiając ludziom pracy werwę i humory.

W socjalizmie chór był pracy społecznej wzorem
I dlatego świat przed chórzystami stał otworem.
Na brak członków nigdy nie narzekaliśmy,
Od studiów aż do emerytury w nim zostaliśmy.


3. Jak zostać chórzystą?

Romantycy, zaraz po zrobieniu matury,
Zachłystywali się przejawem studenckiej kultury.
Ci, co śpiewali, jak również Ci, co na czymś grali,
Natychmiast na próby chóru, na „Chemię”, gnali.

Często możliwość wyjeżdżania,
Była magnesem do chóralnego śpiewania.
Garnęły się, więc studentów dziesiątki,
Do śpiewania we wtorki i piątki.

Ale, aby do chóru na listę być wpisanym,
Nie wystarczyło wśród kolegów dobrze być znanym,
Należało zaśpiewać gamę i parę innych dźwięków,
Tak, aby z przyjęciem do zespołu nie mieć sęków.


4. Rozśpiewania, wprawki i emisja

Naukę nut, emisję i wprawki z solfeżu,
Ćwiczyliśmy codziennie, jak Amen w pacierzu.
Próby głosowe i chóralne zestawienia,
Przyczyniały się do pięknego zespołu brzmienia.

Śpiewamy wprawki - Sol La Si Do
Nie jest to wprawdzie nasze Credo
Ale naukę od czegoś zacząć trzeba,
By mieć szansę konsumpcji chóralnego chleba.

Do Re Mi Fa Sol La Si Do - śpiewamy gamy,
Jednak z tego powodu w zachwyt nie wpadamy.
Niestety jest to ze wszech miar potrzebne,
Aby chór zachwycał i recenzje były pochlebne.
Do Rre Do Rre, Do Rre Do Rre, Do Rre,
Diering, ćwiczył Kuba w rozśpiewania porę,
Chórzyści tego bardzo nie lubili,
Ale wkrótce się przyzwyczaili.


5. Obozy chóralne

W każdym roku poza próbami organizowano obozy,
Niestraszne wtedy były nam upały i mrozy,
w Barlinku i Czaplinku,
w Dziwnowie i Koszalinie,
w Świnoujściu i Szczecinie.
w Dębnie Lubuskim i Międzyzdrojach – zwanych Perłą Bałtyku,
Chórzystów - uczestników było bez liku.
Byliśmy wszędzie - gdzie się tylko dało,
Szczególnie tam, gdzie sponsorów nie brakowało.

”Lenin z nami” zaczynał nam dzionek,
Po takim dictum człek się czuł jak skowronek.
To Ś.P. Kaśka sprawił nam tą płytę w Warszawie,
On jeden wiedział jak przysłużyć się „przyjaciół” sprawie.

Ćwiczyliśmy tam nowe utwory codziennie,
Ciesząc się z takiej możliwości niezmiernie.
Kantaty, fugi, psalmy, oratoria i różne kody,
Wszelkie utwory, co weszły do chóralnej mody.

Na tych obozach, po całym dniu pracy,
Wieczorami, z pomysłami wyskakiwali żacy.
Różne brewerie i cuda wówczas się tam działy,
Nie o wszystkim wspomnę, bo nie jestem taki śmiały.


6. Gra w brydża

We wczesnych latach chóralnej działalności,
Brydż był wielką rozrywką naszej społeczności.
Grywali mali i duzi chórzyści owych czasów,
Soprany, alty i tenory, nie zabrakło też basów.

Rej wodzili tacy i inni wielcy gracze;
Jul,
Hir,
Buźka,
Krzysiek,
Maryś,
Bajduś,
Zaborek,
Żabcia,
Alicja.

Oraz pomniejsi brydżowi partacze.
Często pytali o to jak można „bez jednej” się położyć?
Albo mówili, że „z rączki” bezpieczniej się wyłożyć.

Fe, wstydu nie mieli nasi gracze czwórkowi,
Ten żargon nie przynosił nic dobrego chórowi.
Toczyły się walki basów przeciwko tenorom,
Zaczynały po południu, a kończyły wieczorową porą.

Co by było gdybyś „dupkiem wyszedł”? – Dyskusje jak w skeczu,
Trwały nocami i często kilka dni, aż do następnego meczu.
Ciekawy był ten świat „lewych” i „partii do zrobienia”.
Rober był krótki, lecz popełnione błędy - nie do odkupienia.


7. Obozowe życie, chóralne Sylwestry i wódowania

Po kolacji, gdy drugi oddech się złapało,
Na korytarzach gromki śmiech się słyszało.
Żarty sypały się jak z rękawa. Tworzyliśmy kuplety.
Dziewczyny robiły nam szaliki. Działały kabarety.

Przed Alicją i fraucymerem, chcieli czy nie chcieli,
Nowi chórzyści zaprezentować się musieli.
Młodzieży rozliczne talenty i możliwości
Tak poznawaliśmy. Dawało nam to wiele radości.

Wspominając obozowego życia wspaniałości,
Także dziewczęta i chłopców czasów młodości,
Bale zapoznawcze i serc młodzieńczych rozterki,
Nie należy zapomnieć o Sylwestrach na cztery fajerki.

Rozpoczynał go polonez, wiedziony przez Jolę i Jana.
Bale trwały zwykle długo, ba - aż do białego rana.
O północy składaliśmy sobie długie serdeczne życzenia,
Kończyły się fajerwerki i całusy aż do znudzenia.

Gdy kac nad ranem już nie dokuczał,
Wtedy dzwon okrętowy buczał.
Ruszała wiara na plażę, na „wódowanie”,
Ciągnąc za sobą olbrzymią banię.

Był kapitan i bosman, były też i „majtki”,
Stawili się chórzyści, zeszły się też kajtki.
Tak armator witał Neptuna i Proserpinę,
Że aż trzeba było łykać potem Aspirynę.

Rok po roku „wódowano” nowe statki,
Każdy z nich miał swoje chrzestne matki.
Żadna stocznia nie powstydziłaby się tych uroczystości,
Z ich rozmachem – ku wspólnej i gawiedzi radości.


8. Nasi korepetytorzy

Mimo, że zabawa była najprzedniejsza.
Praca nad programem była wtedy najistotniejsza,
Kogóż to mieliśmy za muzyki lektorów?
Było ich więcej niż na uczelni profesorów:

Diering, co w „siostrzenicę” był wpatrzony,
Boniek, co na zespół ciągle był obrażony,
Pierchała, co mazowszanki z sobą woził,
Kuba, co „prozodią tekstu” nas mroził,

Grażyna i Marian - górale z Krakowa,
Bok - rzetelny jak Filharmonia Narodowa,
Lula - kochana, nieziemska, bardzo uczynna,
Długa – jakby czegoś wiecznie winna,

Kunc, co w operze dyrektoruje
I do chóralnych partii nas angażuje.
Warszawianka-Zosia emisję nam wpajała,
Szczecinianka-Zosia do Ameryki pojechała,

Iwona, co naszymi dziećmi dyryguje,
Rycerz, który na nadane pseudo zasługuje,
(Bo to bies na kobiety był znany)
I Zimak – przez profesora Boka zdybany,

Ania Klej - bardzo delikatne stworzenie,
Dyczewski, co w Don-Diri-Don zapuścił korzenie.
Franek Gajb pianista i miły rodak,
Jura – wspaniale grający Polak,

oraz
Banach co Warszawę dla nas rzucił,
Pewnie rzesze dziewcząt tym zasmucił.

Jasiu ma boski dar zjednywania ludzi,
Jego charyzma do pracy każdego pobudzi.
Dlatego chętnie do nas przyjeżdżają
I na kiepskie warunki zbytnio nie narzekają.

Byli oni nie tylko muzyki nauczycielami znakomitymi,
Ale również naszymi przyjaciółmi wypróbowanymi.
Łączyło nas wspólne muzyki umiłowanie,
Praca, zabawa, no i wieczorne biesiadowanie.

Szczególnym sentymentem Zofię Korniszewską darzyliśmy,
Kobiety, tej klasy nigdy przedtem i potem nie spotkaliśmy.
Dostojna, prawdziwa dama i rzetelna w swojej misji,
Kiedyś solistka opery - nas nauczała emisji.

Jej przyjazdy i praca z głosami - to były wielkie wydarzenia,
Każdy chórzysta czuł jej dobroć i chęć nas nauczenia.
Z łatwością chwytaliśmy właściwego „bel canta” nauki,
Naśladując niedościgły wzór jej śpiewaczej sztuki.

Ćwiczyliśmy często, prawie jak hołubce,
Bo w Polsce „bel canto” jest z natury obce.
Trzeba naprawdę bardzo się przyłożyć,
Aby w konkursach konkurencji dołożyć.

Poza tym były „dyplomantów” całe zastępy.
No i wreszcie zaczęliśmy robić postępy.
Koncerty „dyplomowe” śpiewać wypadało,
A „magistrów sztuki” miastu przybywało.


9. „Kamerton”

Chór to nie tylko próby, koncerty i festiwale,
O rozrywkach chórzyści nie zapominali w pracy nawale,
W „Kamertonie” spotkania organizowali
I ówcześnie sławnych ludzi tam zaciągali.

Wiłkomirski, Kord, Marczyk i inni dyrygenci,
Spotkania w Kamertonie mają w swej pamięci.
W. Ochmana i innych solistów, tam przebywanie,
Wsławiło i chwaliło w Kamertonie bywanie.

Cybulski, Tuszyńska, Maklakiewicz i Litwin,
Kręcąc film „Cała Naprzód”, sporo tu wypili win.
Zespół ANAWA wracający z FAMY
Wspaniale w Kamertonie był przyjmowany.

Jerzy Waldorff tam również dał się zaprosić,
Lecz pewnych rzeczy nie zamierzał znosić,
Mówił do Różaka: „Daj mi, choć widelec bracie”,
Żebym nie jadał jak - ........................na Arbacie.

Filip, potem Bil wspaniale tam gospodarzyli
I Zarządu wdzięcznością długo się cieszyli.
Chórzyści z radością do Kamertonu przybywali
I przy okazji do „Babińca” chętnie zaglądali.

Napoje takie jak; piwo, wino i coś mocniejszego,
Wydobywały z chórzystów dużo, w większości dobrego.
Bale, rocznice, imieniny i śluby,
Dopełniały tego miejsca chluby.

Wspaniale zorganizowana dzisiejsza „Siedziba”,
Ni nazwą, ni działalnością do tamtej się nie umywa.
Imprezy i próby tu się odbywają,
Ale tego smaczku już nie mają.

Wybaczcie mi to, bo nie wiem czy mam rację,
Różnica pokoleniowa ma wpływ na mą narrację.
Panta rhei – wszystkich nas to dotyczy
I na Was przyjdzie czas tej goryczy.


10. Chórzyści na obozach wojskowych.

Podczas ćwiczeń wojskowych w Mrzeżynie,
Zespół rewelersów powstał w chóralnym czynie.
Śpiewali Hir, Janusz, Jędrzej, Erek i Andrzej Jagoda,
Miła była ta przypadkowych „pacyfistów” przygoda.

Program występów opracowywaliśmy na plaży,
Śpiewaliśmy wszystko, co się tylko wojsku zamarzy.
Daliśmy kilka występów dla oficerów, ich dzieci i żon,
W nagrodę każdy dostał po belce lub dwie na swój pagon.


11. Co śpiewaliśmy?

Czym przyciągaliśmy grona słuchaczy liczne?
Jest to pytanie ze wszech miar retoryczne.
Muzyka dawna, świecka, kościelna i ludowa
Oraz współczesna – ta całkowicie nowa.

Na początku wspólnego muzykowania
Chór do pewnego poloneza nabrał szczególnego upodobania.
Pobrzmiewająca w „Pożegnaniu Ojczyzny” nuta tęsknoty,
Przywodziła na myśl kraju ówczesne zgryzoty.

Potem już jest cała litania doskonałych kompozytorów.
Co roku powiększamy listę wykonywanych utworów.
Pozwólcie, że kilka nazwisk przytoczę,
Wybaczcie jeśli jakieś przeoczę;

Wacław z Szamotuł, Gomółka, Zieleński, Górecki,
Lutosławski, Tippett, Jasiński, Penderecki,
Ciuciura, Pawluśkiewicz, Świder, Szymanowski,
Hawel, Stalmierski, Ramirez, Dębski, Koszewski,
Bach, Beethoven, Haydn, Händel, Verdi,
Rossini, Orlando di Lassso, Orff, Monteverdi,
Bruckner, Britten, Poulenc, Mozart, Kilar,
Rachmaninow, Rabe - oto naszego repertuaru filar.

Przy jednym utworze się zatrzymajmy,
„Już się zmierzcha” raz jeszcze zaśpiewajmy.
Rozstawieni dookoła kościoła, pod ciężarem chwili się uginając,
W kompletnej ciszy, prawie po ciemku rozpoczynając,
Przechodzimy od piana do forte i na powrót do piana.
Efekt szokuje każdego – to majstersztyk Jana.

Twarze słuchających – takie odnoszę wrażenie -
Wykazują niezwykłe wręcz skupienie.
A gdy dźwięki milkną i cisza zapada,
Nie od razu publiczność do oklasków dłonie składa.
W końcu czar pryska i rozlegają się rzęsiste brawa.
Będą bisy – po takiej owacji to pewna sprawa.

Ponieważ naprawdę pięknie śpiewaliśmy,
To wielu prawykonań się doczekaliśmy.
Niektóre utwory były nam dedykowane,
Często potem przez nas wykonywane.

Utworów a’capella było niemal tysiące,
Na jeden chór, dwa, a nawet trzy chóry śpiewające.
Były msze i oratoria, z organami i z orkiestrami,
Jeszcze na 4 lub 5 chórów śpiewanie przed nami.


12. Śpiewanie kolęd

Śpiewanie kolęd jest dla nas szczególną radością.
Łączą się one z piękną muzyką polską i Boga miłością.
W salach koncertowych i w kościołach kolędowaliśmy
I na przyzwolenie partyjnych władz nie czekaliśmy.

Śpiewanie w kościołach niosło ze sobą wiele emocji,
Baliśmy się by nikt nie doniósł. Nie było też promocji.
Gdyż pięknie śpiewający chór musiał być anonimowy,
Aby Jasiowi i zarządowi nie spadły czapki z głowy.


13. Festiwale i Konkursy

Jak mnie pamięć nie myli, zaczęło się w Krakowie,
Chórzystów i gawiedzi było tam całe mrowie.
Festiwal Młodzieży Studenckiej, a właściwie sztubackiej.
Wszyscy pięknie śpiewali przy wieży Mariackiej.

Tam też poznaliśmy Ochmana Wiesława,
Tenora, – którego opromieniła światowa sława.
Po Bułgarii z chórem koncertował,
„Bel cantem”, za darmo, Jacka musztrował.

We Wrocławiu braliśmy udział w Konkursie Chóralnym,
Wtedy J.Waldorff dowodził stołem prezydialnym,
Zwyciężyliśmy Gdańską Medyczną Akademię,
Nałożyło to na nas odpowiedzialności brzemię.

Kolejny, w samym Gdańsku konkurs,
Dał im i nam do rywalizacji dodatkowy impuls.
No i Chór Politechniki ze Szczecina,
Na równi z Gdańskiem sobie poczyna!

Konkurs w Gdańsku naszych opiekunów mi przypomina,
Uczelnianych, czy też tych, których oddelegowała gmina.
Po konkursie, w euforii zwycięstwa i morzu kwiatów,
Nikt nie myślał o przyziemnym wykupieniu biletów.

Jeden prof. St.Bursa dokonał czynu wielce chwalebnego,
Kupił bilety i zdążył wskoczyć do wagonu ostatniego.
Czyn ten do dzisiaj wspominamy z rozrzewnieniem,
Jedną z sal „Siedziby” należałoby nazwać jego imieniem.

Jeszcze dziś owych konkursów atmosfera,
W dalszych wysiłkach nas wspiera.
Od tamtych czasów w chóralistyce krajowej,
Nastąpił kres sztampowej pieśni masowej.

Zwycięskie „LEGNICE CANTAT” były potem,
Cała Polska brać studencka wiedziała już o tem.
Że ze Szczecinem nie można konkurować,
Bo nie pozwolą ze swego prymatu dworować.


14. Zasady kwalifikacji na wyjazdy

Mówiąc dalej o sprawach młodości ślicznych,
Przypomnijmy sobie czas wyjazdów zagranicznych.
Jakież to góry trzeba było zdobywać?
Aby na tourne? się zakwalifikować.

Jasiu powoływał klasyfikacyjną komisję,
Która przetrzebić szeregi miała misję.
Oczywiście chodziło o tych uczestników,
Robiących zbyt dużo śpiewanych byków.

Liczyła się frekwencja przez Wojtka sumowana,
A także zwrotka utworu przed komisją zaśpiewana,
W społeczności chóralnej działalność,
No i powiedzmy – ogłada i moralność.

Wszystko to Wojtuś dodawał, grupował,
Szanownej komisji wyniki gotował.
Nie wszystkim załapać się udało,
O ile w ogóle paszport się dostało.

Aby nauczyć się i tremę pokonać - niestety,
Po mieszkaniach zbierały się i ćwiczyły kwartety.
Przesłuchania miały też plusy dodatkowe,
Że integrowały i pobudzały życie domowe.

Niejedna chórzystka z wyjazdu rezygnowała,
Tego „kontrolowanego muzykowania” tak mocno się bała,
Do dzisiaj przesłuchań widmo przed niejednym stoi,
Choć przyznawać się do tego raczej nie przystoi.


Prawa kobiet nie były wtedy na tapecie,
Mówiło się o tym w niejednym bufecie.
Jagódka, za moją namową się przyznała
I na tym szpetnie przegrała.

Ciężarna nie była wtedy w modzie,
Nie mogła śpiewać w First Lady ogrodzie.
Ciąża zaciążyła na jej wyjeździe,
Za to zdrową Paulinkę mamy w swym gnieździe.
Inne dziewczęta tego nie zrobiły,
Więc czujność komisji i zarządu uśpiły.


15. Gdzie nas słuchano?

Po wszystkich tych perypetiach wyjazdowych,
Nareszcie siedzieliśmy w fotelach klubowych,
Czy to pociągu, autobusu czy wreszcie samolotu,
„Ambasadorzy kultury polskiej”, gotowi do odlotu.

Gdzieśmy to bywali?
Trzeba się pochwalić:
w Europie, w Azji i w obu Amerykach,
a nawet w tropikach.
w Yorku i w Corku,
w Malborku i New Yorku,
w Walencji i Florencji, Madrycie i Manili,
a nawet i w Sewilli.
w Rydze, w Pradze, w Warszawie i w Kijowie.
w Niemczech, Francji, Danii – każdy chórzysta to powie,
Szwecji, Brazylii i Holandii,
Indiach, Anglii, Hiszpanii i Irlandii.

Jeśli wspomnę jeszcze o Belgii,
To za chwilę usłyszę Wasze obelgi.
W sumie rację macie kochani moi,
Bo zanudzać Was nie przystoi.


16. Nasze transportowe wehikuły

Na podłodze lub na ławkach, przykryci kocami,
Ciężarówkami jeździliśmy ciesząc ludzi występami.
Dojazdy na koncerty miały w sobie posmak przygody.
Pod kocami dało się całować i blisko było do przyrody.
Historia o tym milczy i młodzież nam nie uwierzy,
Że było przyjemnie i że tak również kulturę się szerzy.

Pierwszy autokar, który nas na koncerty dowoził,
To „Lumumba” – stary FIAT, co widokiem swym mroził.
Uczelniany autokar, śmierdzący spalinami od środka,
Długo nie mógł doczekać się złomowego młotka.

Przejechaliśmy nim trochę kilometrów za wiele,
Na koniec zapalił się niemal po koncercie w kościele.
Kolejne autokary – nie różniły się od niego znacznie,
Ale już dawało się w nich jechać i spać smacznie.

We Francji szybą autokaru słup chcieliśmy przestawić,
Potem NRD-owskiej drogówki nie mogliśmy strawić.
„Keinen meter weiter” i popękaną szybę trzeba było wyrzucić.
Z powodu zimna, policjantów mieliśmy ochotę obelgami obrzucić.

Ostatnią przygodę mieliśmy w Stuttgarcie,
Muzeum Mercedesa było w zwiedzania karcie.
Zachciało nam się obejrzeć historię automobilizmu,
A policja dopatrzyła się feleru jazdy mechanizmu.

Nie pomogły żadne perswazje i namowy,
Musiał przyjechać po nas autokar nowy.
Policję i nas koszty wcale nie obchodziły,
Właściciel firmy nie był potem dla nas miły.


17. Jazda autokarem

Każdy wyjazd był wielką przygodą,
Autokarami jeździliśmy, nie przejmując się wygodą.
Każdy nowy chórzysta był chrzczony
I na pierwszym postoju „motylek” był mu robiony.

Czas jazdy musiał być dobrze wykorzystany,
A stan sanitarny chórzystów również zbadany.
Sprawdzała go często Maryśka Noga,
Niejednego wtedy ogarniała trwoga.

Jazda autokarem to zwykle jest stracony czas.
Ale jego marnowanie nie pociągało nas.
Kółka zainteresowań, więc się tworzyły,
Często cały autokar do dyskusji włączyły.

Zarząd i dyrygent z przodu autokaru się lokowali.
Wiele spraw chóralnych wtedy przedyskutowali.
Na co dzień nigdy tyle czasu wolnego nie mieli,
Nareszcie omówić i ustalić wszystko chcieli.

Środkiem autokaru siedzieliśmy my chórzyści prości,
Humory nam dopisywały i mieliśmy wiele różnych radości.
Śpiewaliśmy chóralne piosenki, które były wtedy w modzie,
A jak się znudziły, mieliśmy mnóstwo przyśpiewek w odwodzie.

Czasem przyczyną motoryczną naszego rozbawienia,
Była spora ilość napoju wyskokowego do strawienia.
Ostatnio nazywane jest to ”książek czytaniem”,
A każda nowa książka jest dla nas wyzwaniem.

Często po koncertach długo jeszcze śpiewaliśmy
I wydawało się, że cały repertuar wyczerpaliśmy.
Chociaż właściwie to nigdy tak się nie zdarzyło,
Aby do zaśpiewania już nic nie było.

Mamy w chórze wielu tekściarzy i piosenkarzy,
Należą do nich chórzyści jeszcze nie tacy znów starzy.
Halina, Ela, Szymon, Ania, Jola i wielu innych,
Rozrabiania, czyli „śpiewania po śpiewaniu” winnych.


18. „Targ niewolników”

Zwykle po podróży, bywamy jazdą wykończeni,
Wyczekiwaniem na kwatery nie jesteśmy zachwyceni.
Również podenerwowani są nasi gospodarze,
Tym, kto z nas przypadnie im w darze.
„Targiem niewolników” ten czas nazwaliśmy,
Póki sympatii i serc tych ludzi nie poznaliśmy.


19. Wyjazd do Jugosławii

Nie powiem, od alkoholu raczej nie stroniliśmy,
Ale na koncertach zawsze dobrze wypadaliśmy.
Jedyny problem mieliśmy w Mostarze,
Powodem było wino, w wyjątkowym nadmiarze.

Nie opowiem o całej tej naszej tragedii,
Bo niektórzy poczuliby się raczej biedni.
Jednak z opałów wychodziliśmy zwykle cało,
Aczkolwiek, dla niektórych zawsze było mało.

Wtedy to powstały ciekawe, nowe, fizyczne jednostki,
Możliwości wypicia lub upojenia, by nie zaznać troski.
(1 Dach równał się 2 Kowanom,
1 Kowan równał się 4 Kubom,
1 Kuba równał się 2 Hołubom,
1 Hołub równał się 2 Grünom,)
Troska dotyczyła czyszczenia autokaru po libacji,
Tak, aby nie powtórzyć później podobnej sytuacji.


20. Wyjazd do Włoch

W 1961 roku dla Włochów atrakcją byliśmy,
Bo zza „żelaznej kurtyny” przybywaliśmy.
W „Aula Magna” Uniwersytetu Rzymskiego koncertowaliśmy ślicznie,
Bagaże zostały w Wiedniu, więc bez strojów wystąpiliśmy publicznie.


Nie miało to znaczenia, gdyż muzyka za nas przemówiła,
Owacjami stojącymi publiczność Jasia i nas nagrodziła.
Byliśmy dobrymi ambasadorami kultury naszego kraju,
Toteż na przyjęciu w ambasadzie czuliśmy się jak w raju.

Rzym bez pieniędzy i możliwości korzystania z komunikacji miejskiej,
Był problemem w miarę oddalania się od wioski olimpijskiej.
Dziewczyny podczas tych wędrówek przez Włochów były podrywane,
Wracały wieczorem pełne wrażeń i czasami rozmazane.

Jedynie Marta towarzyszyła nam wiernie,
Gdy już nie mogła iść - odpłaciliśmy się jej dzielnie.
Nieśliśmy ją na rękach robiąc koszyczek,
Padając na twarz, potykając się o każdy mały kamyczek.

Co ranka rozgrzewkę na stadionie olimpijskim robiliśmy,
Jedliśmy makarony z parmezanem i Coca Colę piliśmy.
Oczy pełne zachwytu: łuną neonów i orgią kwiatów,
Każdego dnia po zwiedzaniu mieliśmy mnóstwo tematów:
Koloseum, Termy, kolumna Trajana i inne,
Tak to Rzym pokazał nam swe życie codzienne.

Starano nam się nieba przychylić i najlepsze wrażenie stworzyć.
Muzeum małego miasta burmistrz postanowił otworzyć.
A że klucze do przybytku gdzieś się zapodziały,
Wrota kazał wywarzyć, by zaznać w naszych oczach chwały.

Oliwek po raz pierwszy w życiu wtedy spróbowałem,
Jednakże od ich wyplucia ledwo się powstrzymałem.
Dzisiaj, jadam je ze smakiem i wielką łapczywością,
Winogrona i cytrusowe owoce nadal są mą radością.


21. Wyjazd na Filipiny i do Indii

Wyjazd na Filipiny i do Indii półtora miesiąca trwający,
Był pełen wrażeń, ale bardzo wyczerpujący.
Po królewsku przyjmowani byliśmy na Filipinach,
Mieszkaliśmy w luksusowych warunkach, po rodzinach.

Poznawaliśmy tropik i chłonęliśmy różnice kulturowe,
Panowie zgłębiali tradycje kabaretów i dziewczyny barowe.
Patrzałek i Czesiu poznali tajemnice wschodnich masaży,
Koncert orkiestry bambusowej ich sukcesu nie podważy.

Podróż z Dehli do Agry pokonaliśmy wspaniałą koleją.
Jak na Dzikim Zachodzie, bez szyb, w brudzie, lecz z nadzieją,
Że to tylko tak, na początek, folklor Indii poznajemy,
A na miejscu, w Agrze w końcu się najemy.

Na pierwsze śniadanie zestaw nasion z przyprawami podano,
Jak się tym najeść? Nigdy tego do końca nie zbadano.
Chodziliśmy, więc głodni, oszukując się owocami,
Natomiast whisky piliśmy obficie wieczorami,
Tak by nie być importu ameby sprawcami.

W Bangalore mieliśmy ochotę na kąpiel w basenie,
Przegoniono tubylców, by wykąpać się mogło białe plemie.
Hindusi nie kąpią się wspólnie z Hinduskami
- trudno nam było o tym wiedzieć.
Pewnikiem lepiej byłoby w domu posiedzieć.

Wykoncypowaliśmy dodatkowe atrakcje, nie marnując czasu,
Ubraliśmy się w sari, czekając na przylot reszty chóru z Madrasu.
Dobre jedwabne sari - to każdej hinduski wielka miłość.
Okradzionym z dewiz chórzystom sprawiliśmy dużą radość.

Podróż statkiem na Goa była dla nas wielce egzotyczna,
Spaliśmy pokotem na pokładzie jak jedna rodzina liczna.
Tak podróż do Mekki pielgrzymów musiała wyglądać.
A na Goa nagich dziewczyn nie trzeba było nawet podglądać.

Były to czasy „dzieci kwiatów” i filozofii życia na luzie.
Na plaży chórzyści i chórzystki rozdziawione mieli buzie.
Występ na Goa urządziliśmy jako „zielony koncert” tourne?,
Jasiu niemal zemdlał z wrażenia, więc nie było to takie marne.

„Hej bystra woda” - skoczną piosneczkę,
Zamieniliśmy na wolną „Kukułeczkę”.
Za dowcip przepraszając, dziewczyny wycałowały go serdecznie,
By zapomniał, jak chór zachował się niegrzecznie.

Na lotnisku w Bombaju Rysiu frajdę mi zgotował,
Paszport w walizce, a walizkę do samolotu skierował.
Bez paszportu nie dało się odlecieć metodą na waleta,
Grzebiąc w bagażach zwiedziłem spód Jumbo Jeta.


22. Wyjazd do Irlandii

W Irlandii chór był przyjmowany festiwalowo,
Zakonnice dbały o dziewcząt morale wyborowo.
Chociaż zimno było w celach niesamowicie,
Próby wspólnego rozgrzewania pomogły znakomicie.


Zakonnice znalazły grzejniki i przewody elektryczne,
Aby nasze kwiatuszki miały nocą ciepło efemeryczne.
Parami prowadziły je na śniadania, koncerty i próby,
Śmiech chórzystów doprowadzał je niemal do zguby.

Natomiast tańce irlandzkie towarzystwu się podobały,
Do dzisiaj ich sława pozostawia ślad wspaniały.
Muzyki monotonne granie jest teraz lubiane,
A dreptanie w miejscu za tańce irlandzkie uznawane.


23. A gdy nam głód doskwierał

Niech ciekawostką pozostanie fakt, że często byliśmy głodni,
We Włoszech lub Hiszpanii, po koncertach - chwały godni!
Niestety, kto pierwszy ten lepszy - obowiązywała zasada,
W Barcelonie wystawiliśmy dziewczyny, dla kpiny
........................- to była nasza rada.


24. „Falie” w Hiszpanii

W marcu pobyt w Walencji wypadł w okresie Falii,
Uroczystości związanych z Świętym Józefem, pełnych gali.
Dawna tradycja, nie na pokaz i komercję nastawiona,
Od sprzątania warsztatów stolarskich wywiedziona.

Buduje się piękne kolorowe pomniki z papieru i tektury,
Przedstawiające ludzi znanych i alegoryczne figury.
Powinny być tak lekkie, zwiewne i delikatne w konstrukcji,
Aby zapalone, jak najdłużej nie mogły ulec destrukcji.

Pierwsza Falia o północy przy ratuszu jest zapalana.
Potem w innych częściach miasta ceremonia jest powtarzana.
Łuna ognia, huk petard, okrzyki aplauzu i podniecenia:
Wszystko jak w scenie pożaru Rzymu podczas „Quo vadis” kręcenia.

Już dzień później zbierają się komitety,
By ustalić szczegóły następnej Falii fety.
Każda gmina i większy zakład pracy ma ambicję,
Uzbierać na wspaniałą Falię i kontynuować tradycję.

Wytworzył się, więc cały przemysł wokół tego święta.
By nie stracić uzyskanej już pozycji, każdy pamięta.
Mnóstwo pracy mają artyści, stolarze i inni rzemieślnicy.
A wszystko po to, by radować mieszkańców miasta i okolicy.


25. Smak „Paelli” w Hiszpanii

Innym znów razem byliśmy w sadzie, w czas zbioru pomarańczy.
Z autokaru wyskoczyliśmy jak zgraja szarańczy.
Dobrze wyspani po podróży, poszliśmy z koszami,
W zapachu pięknego przedpołudnia, pojedynczo i parami.

Zebraliśmy pomarańczy tyle, ile unieść się dało,
Ale w sadzie jeszcze wiele ich zostało.
Pełne kosze na później odstawiliśmy
I na posiłek zaproszeni zostaliśmy.

Wyniesiono patelnię - średnicy metra,
Co to nam przyjdzie jeść? Mieliśmy pietra.
Kucharz był wystrojony w kapelusz tak duży,
Że zapomnieliśmy, do czego aparat fotograficzny służy.

Siedzieliśmy za stołami pełni zaskoczenia,
Że tyle jadła przeznaczono nam do zjedzenia.
Kuchciki przechylili patelnię tak,
Aby oczy można nacieszyć i dali znak
Do bicia braw i robienia zdjęć tej wspaniałości,
„Paelli” - hiszpańskiej sztuki kucharskiej specjalności.


26. Flamenco

W Granadzie na występach flamenco byliśmy,
A ludowe wykonanie w grotach cygańskich oglądaliśmy.
Jest to taniec pełen seksu i ciekawie rytmizowany,
Przy wtórze śpiewów mauretańskich wykonywany.

Po występach, prawie każdy z nas kupił kastaniety.
Gitara, śpiew i klaskanie w dłonie - wydawało się łatwe – niestety,
Maestria śpiewaków i tancerzy wygląda obłędnie.
Maryś tam został, by studiować temat dogłębnie.


27. Festiwal w Vaison-la-Romaine

Wspaniale było być gościem workshopów muzycznych,
W Vaison-la-Romaine śpiewaliśmy wśród chórów licznych,
Dostąpiliśmy zaszczytu reprezentowania kraju,
To zaproszenie odczuliśmy jak wstęp do raju.

Przygotowaliśmy się do wspólnego wykonania utworów,
Poznawaliśmy inne zespoły i korepetytorów,
Dawaliśmy koncerty w okolicznych dziurach,
Spędzaliśmy czas często bujając w chmurach.

Okazało się, że ci, którzy w workshopach uczestniczą,
Ani czasu ani pieniędzy nie liczą.
Zadbali o pobyt, nim postawili tam stopy,
Poświęcając swój czas, pieniądze i urlopy.

Były wspólne próby i spotkania z kompozytorami,
Jednakże każdy zespół chadzał własnymi drogami.
Był basen do dyspozycji, była też wspaniała stołówka.
I choć puszki się skończyły, nie groziła nam głodówka.

Stary rzymski teatr nas wszystkich pomieścił.
Koncert galowy uszy słuchaczy pieścił.
Czuło się piękno wspólnego muzykowania,
Efekt mozolnej pracy i radość wspólnego bywania.

Kilkakrotnie chór nasz wystąpił, pod batutą Jana.
Śpiewaliśmy wybornie, publiczność była oczarowana.
I taki był doskonały wynik tego koncertowania,
Że otrzymaliśmy zaproszenie na następne tu bywania.


28. Podróże samolotami

Nasze podróże samolotami były rozliczne,
Żmija i inni podrywali stewardessy śliczne.
Bardzo to było wyrachowane z ich strony,
Gdyż darmowy bar był nam udostępniony.


29. Wspomnienie wizyty u Jana Pawła II

Pozwólcie, że jeszcze tylko wspomnę,
Jedno wydarzenie dla nas wiekopomne.
Dla „polskiego Papieża” w Castelgandolfo śpiewaliśmy
I Komunię z świątobliwych rąk otrzymaliśmy.

Ale aby móc dostąpić tego zaszczytu,
Musieliśmy spowiadać się niemal do świtu.
Cały chór u księdza Przydatka się spowiadał,
„Odpuszczają Ci się Twoje grzechy” każdemu wypowiadał.

Na placu Św. Piotra też Papieża oglądaliśmy,
Wielu Polaków tam również spotkaliśmy.
Przechodził blisko nas w całej Swej Świątobliwości,
Ten wielki człowiek niesamowitej prawości.


30. Koncerty

Nasze występy cieszą się zwykle dużą popularnością,
Zasłużyliśmy na to naszą sztuką i pracowitością.
Koncerty kończą się zwykle owacjami na stojąco,
Określamy to jako KWS – raczej butnie i mało budująco.
KWS - dla niewtajemniczonych wymaga wyjaśnienia,
Oznacza Kolejny Wielki Sukces do odniesienia.


31. „Siedziba”

Byliśmy pierwsi w zmaganiach chóralnych,
Ale ciągle mieliśmy mnóstwo problemów banalnych.
Nie było gdzie ćwiczyć i koncertować,
W auli „starej chemii” musieliśmy pracować.

Uczelnia, władze lokalne i „siła przewodnia”,
By próby mogły odbywać się nawet, co dnia,
Uzgodniły przyznanie domku na Wyspiańskiego,
Aby zatrzymać Profesora Jana Szyrockiego.

Aby nie próbował wyjeżdżać ze Szczecina,
Bo tu jest jego chór, przyjaciele i rodzina.
Zamiar udał się wspaniale - prawie,
Gdyż nie zabawił długo w Warszawie.

Od tego to czasu w„Siedzibie” ćwiczymy,
Próby, przesłuchania i bale tutaj robimy.
Spotkania, wykłady i konferencje,
Mają tu również swoje ajencje.

Wraz z „Siedzibą” chór stał się wielką instytucją,
Dyrektor, księgowa - i praca zgodnie z instrukcją,
Prezesi, zarządy - wszystko to musi grać zgodnie,
By dyrygent i zespół muzykę tworzyli swobodnie.


32. Nasze piękności

„O biuście jej pisałem hymnów kilka,
Na widok jego było mi gorąco,
Lecz w klapie mojej zawsze tkwiła szpilka,
I kiedyś ją ukłułem w pierś niechcąco........chcąco, chcąco!”

Biusty naszych dziewcząt zawsze były znakomite,
„W porywach dziesiątka”, ale kształtne, niesamowite.
Przeróżne sytuacje nam je okazywały,
A przeze mnie tak opisane zostały:


„Matka Boska” zgubiwszy stanik w kąpieli,
Rzucona została na skały w morskiej kipieli.
Z opresji, z naszą pomocą wyszła cało,
Ale czy biust pokazać jej się opłacało?

Maryśka, leżąc na plaży, nad Ani skąpym strojem pomstowała,
Ale gdy się podniosła, cała brać jej biust podziwiała.
Stało się to z tej prostej oto przyczyny,
Że nie zawiązany stanik opadł z biustu dziewczyny.
Tak to los zemścił się na niej natychmiast, okrutnie,
W Lignano śmiali się chórzyści i nie było już tak butnie.

W Kamertonie postanowiliśmy zrobić zdjęcia,
Wyszliśmy, przeto na korytarz „babińca”.
Ewa chciała być niesłychanie fotogeniczna,
Pochyliła się i nastąpiła ta chwila prześliczna,
Biust wyskoczył z objęć skąpej sukienki,
Zobaczyliśmy nie tylko rumieńce spłonionej panienki.

Wspaniały był altówki Ani profil i biust,
Leżak nie mógł oderwać od niej oczu ani ust.
W wypadku autokarowym nabiła sobie na piersi siniaka,
Wszyscyśmy ją masowali, bo by była wielka draka.


33. Małżeństwa chóralne

Kto w chórze śpiewał?– Cóż, ten, kto miał zdrowie.
Były Panie, byli Panowie - tak to dzisiaj się zowie.
W owym czasie - byli chłopcy i były dziewczyny.
Młodzi, dumni, wspaniali. Potem pozakładali rodziny.

Wyjazdy na obozy, koncerty – w dużej ilości,
Stwarzały okazję do zbliżeń w atmosferze intymności.
Wołano - „Witamy nowo tworzące się pary w chó......rze”,
Potem wiele pań dostawało zaręczynowe róże.

Małżeństwa przeze mnie zapamiętane,
Poniżej zostały podane:

Szyroccy i Danielewscy,
Jedni i drudzy Zaborowscy,
Kabatowie, Boldowie, Nowiccy i Jagodowie,
Kozaczkowie, Poradowie, Szafraniakowie i Wiażewiczowie,
Miłoszewskich cały klan rodzinny, Lietzowie i Jagiełłowiczowie,
Pieczyńscy, Budyłowscy i Bajdowie,
Kulikowowie i Matysiakowie,
Półkownicy, Popiacy i Dominiacy,
Rinkowie, Wojtczukowie i Żejmowie,
Poradowie i „młodzi” Sochowie,
(Niech im wyjdzie to na zdrowie).
Pilarczyków wspaniała grupka,
W tym Sterczaków kupka.

Bielińscy, Naczkowie, Miśkowie i Scheibowie w duecie,
Karkucińscy, Machowscy i Buczkowscy w komplecie,
Lisienkowie, Żukowscy i Torzewscy,
Juchniewiczowie, Catewiczowie i Majewscy,
Również Górni, Pałacowie i Starzyńscy,
A także Kielemoniuki i Stawińscy,
Ludzie Ci w chórze się sparowali,
I dozgonną miłość sobie wyznali.


34. Miłostki, miłości i słabostki

Nie zawsze miłość dobrze się kończyła,
Szczególnie, gdy dziewczyna na przystojniaka trafiła.
Benka wiele panien darzyło uczuciem.
Zachowując się przy tym raczej nie z wyczuciem.

Każda kochała go na swój sposób,
Nie zważając na miłość innych osób.
Uznały, że wart jest ich trudu i zachodu,
Walczyły zaznając jego miłości głodu.

Między dwoma do rękoczynów dochodziło,
Lecz Benkowi w niczym to nie szkodziło.
Trzecia zakochana była niestety platonicznie,
A czwartą, spoza chóru, poślubił publicznie.

Takich i podobnych sytuacji był koszyk duży,
Hormony targały nami jak w czas burzy.
Również Panowie walczyli o swoje partnerki,
Przeżywając serca udręki i różne rozterki.

Sam ze wstydem przyznać się muszę,
O Jagódkę, bój toczyłem bo cierpiałem katusze.
Na obozie w Świnoujściu Wojtkowi w oko wpadła,
Musiałem go uderzyć, bo nie mogłem przełknąć żadnego jadła.


35. Nasze śluby

Ja sam Jagódkę w chórze spotkałem,
Najpierw jako siostrę Marysi ją znałem.
Marysia wyszła za barytona Andrzeja,
Kwartet rodzinny - to była moja nadzieja.

W kościele na Wieniawskiego pobraliśmy się zaraz,
Chór śpiewał, a Żmija księdzu przeszkadzał raz po raz.
I odtąd piękno Świąt Bożego Narodzenia na rodziny łonie,
Poprawiał smak śpiewania we własnym chóralnym gronie.

Takich ślubów i wesel obsłużyliśmy wiele,
Niemal w każdym i nie tylko szczecińskim kościele.
Chórzyści i chórzystki mieli się ku sobie,
Jak to młodzi ludzie, w każdej epoce i dobie.

Na wielu weselach śpiewaliśmy,
Dzieci, a nawet wnuków też się dochowaliśmy.


36. Rośnie nowe pokolenie

Chóralne dzieci śpiewaniem się parają,
Rodzice często do tego ich zaganiają.
Z dziatwy zajęć muzycznych się cieszą.
Bo przynajmniej łobuzerstwem nie grzeszą.

Na obozach chóralnych z muzyką pierwszy kontakt miały,
Gdy podczas naszych prób po korytarzach ganiały.
Okazało się jednak, że z tego rozrabiania,
Wyrośli ludzie nawykli do muzykowania.

Śpiewają teraz zgodnie w jednym chórze,
Ciesząc się zrządzeniem losu „na górze”;
Syn i ojciec, córka i matka
A jak dojdą i wnuki – to będzie gratka.


37. Chóralne ksywki

Zacząłem wyliczać nasze chóralne rodziny,
A tu pozostali chórzyści smutne mają miny.
Aby więc nie naruszać zasad równowagi,
Pozwólcie, że wspomnę o tych postaciach
- raczej bez powagi.

Wielki konkurs mam ogłosić ochotę,
By zwalić na Was tę robotę,
Na poniższych postaci odszyfrowanie,
I ich prawdziwych nazwisk odgadywanie:

Kurpiel, Kuba, Wąs, Długa, Kaśka,
Kowan, Mała, Wowo, Żaba, Fryzjer, Maryśka,
Patrzałek, Cepcio, Kryndzia, Czarny, Niuniek,
Surynt, Rycerz, Smarkul, Bil, Fiołek, Boniek,
Prezydent, Szpetota, Zaborek, Hir, Benek,
Matka Boska, Dach, Słowik, Dunia, Sławka.
Edi, Świerk, Konar, Poetka, Maruszka.
Badyl, Gerwaz, Żmija, Kozak, Choinka,
Mała, Pająk, Leżak, Lula, Mamuśka,
Buźka, Jul, Rudy, Bellissima, Taitanek,
Blondi, Szpila, Szydełko, Groszek, Dziulek.

Wszyscy dłużej lub krócej śpiewali
I w chórze tak zapamiętani zostali.
Wielu z nich nie ma tu dzisiaj na sali,
Gdyż za chlebem w świat powędrowali.



38. Gdzie naszych można spotkać?

Helenka Majdaniec do Paryża wyjechała,
Tam nawet w „Olimpii” występowała.
Do Nowej Zelandii Wolska Ewa,
Uciekała przed „3-cią wojną” jak mewa.

Inna znów Ewa w Walencji mieszka i pracuje,
Tam też emigracyjnej doli Polki smakuje.
Maryś w Madrycie zapuścił korzenie,
Zapatrzył się w Iberyjki oczy, piękne jak marzenie.

Niuniek w Hollywood ma jak w bajce życie.
Ciekawe, czy szczęśliwy jest na tym szczycie?
Gerwaz mieszka w Izraelu
I raczej nie uprawia tam chmielu.

Basia i Andrzej, Kasia i Zenek,
Grześ i Monika, Ewa i Tomek,
Basia i Janusz, Danusia, Taitanek,
Rudy, Gosia, Zbyszek,
– wszyscy oni, kiedyś za berlińskim murem,
A pamiętacie, Pająk chwalił się Singapurem!


Wąs, Lilka i Tadziu w Kanadzie,
Powiedzmy, że tam są - w zasadzie.
Dunia gdzieś we Włoszech przepadła.
Grażynka ciocię zostawiła
I w Londynie gniazdko swe uwiła.

Sylwia w New Jersey mieście,
Ewa we Włoskim Trieście.

Niestety, również wspomnieć należy,
Że część z nas na cmentarzach już leży.
Odeszli przez nas często wspominani mile,
Śpiewając, spędzamy z nimi ostatnie chwile.


39. Przez chór do kariery śpiewaczej

Wielu poddaje się ocenom krytyki,
Poszli w świat drogą piękną - bo muzyki.
W chórach i operach śpiewają,
Ciekawie życie sobie układają.

Odważnych - jeśli pozwolicie,
Wspomnę należycie:

Wojtek Borguński, Dorota Szpetkowska i inni
Odeszli śpiewać do Warszawy w „Music Market”-cie.
Niestety nie śpiewają już na żadnym parkiecie.
Zenek Kielemoniuk
W operze, w Detmold również jako solista pracuje.
Każdy chórzysta, a czasem i reżyser mu czapkuje.
Krzysiek Machowski
Na początku wraz z Zenkiem wspólnie w Detmold śpiewali,

Ale Krzyśkowi Warszawską Operę Kameralną zaproponowali.
Beata Ułas
Jasiu do chóru Teatru Wielkiego ją przyjmował,
Dobra była, więc wcale jej nie rekomendował.
Elżbieta Kaczmarzyk
Jest solistką w Operze Wrocławskiej,
Pewnie marzy o Warszawskiej.
Heniu Kotwicki (Taitanek)
Śpiewa kontratenorem w Operze Wiedeńskiej,
Jak kiedyś od Żmji otrzymuje kwiaty z klasy żeńskiej.
Janusz Jańczuk
Kiedyś odszedł do Szczecińskiej Opery,
Lipsk jest ponoć kolejnym etapem jego kariery.


40. Chórzyści – organiści

Tak się składa, że mieszkam na osiedlu Głębokim
I kolęd śpiewanie odbija się tu echem szerokim,
Mamy dodatkowe z chórem powiązanie,
Poprzez chórzystów - organistów tutaj granie.

Mniej więcej po dziesięć lat tutaj pracowali,
Chórzyści wcale nie tacy znów mali.
Buczkowski Tadek i Torzewski Andrzej–
Kiedyś tu grywali zacnie,
A Bury Darek rozkoszował nas swą grą
20 lat temu i gra obecnie.


41. Osobowości chóralne

a. Alicja

Szczególną postacią, wartą wzmiankowania,
Może być Alicja Zaborowska – takiego jestem zdania.
Głęboki alt, o pięknym matowym brzmieniu,
Nie miała równej sobie w nowicjuszy poskromieniu.

Męża Staszka i nas za kmiotków często miała,
Chemiczka, a język jak brzytwa, gdy tylko chciała.
W chórze się pobrali i rodzinę dużą z Zaborkiem mają,
Wnucząt tyle, że pewnie wszystkich imion nie pamiętają.

Pisała wspaniałe kuplety i prowadziła, ciesząc się uznaniem,
Różne imprezy na czele z Sylwestrem i wódowaniem.
Pierwsza do chóralnej rozróby i wspaniałej zabawy,
„Do tańca i do różańca” – takiej doczekała się sławy.

Cieszyła się wielkim wśród dyrygentów poważaniem,
Jak jej coś się nie podobało, burczała z przekonaniem.
Bali się jej i respekt do jej śmiałych wypowiedzi mieli,
Była impulsywna i ostra w krytyce, choć tego nie chcieli

b. Ania

Chłopaków przewinęło się całe legiony,
Lecz Ani nikt w chórze nie był poślubiony.
Za Gonczaruka wyszła ta myszka maleńka,
Teraz z dzienniczkami wyprawia cudeńka.

Cicha w charakterze i nad wyraz skromna,
Bardzo uczynna, lecz w pracy wiekopomna.
W działalności zespołu aktywnie uczestniczy,
Każdy chórzysta z jej zdaniem się liczy.

c.Bajduś Jasiu - rybak

Jasia Bajdę znanego w chórze basa i rybaka,
Złapała Irenka, zjadając przynętę i kopiąc robaka,
Pojął ją, więc za żonę i co tu dużo gadać,
Nareszcie mógł na próbach w drzemkę zapadać.

Śpiewał z Irenką przez długie lata,
Funkcję Inspektora pełnił niemal jak tata.
Teraz działa na rzecz swojej parafii,
I naszego 50-cio lecia - nie stroniąc od ratafii.

d. Barbara

Basia Wojtczuk – doskonały alt z graficznym zacięciem.
Miły kompan, ale próby nie cieszą się już jej wzięciem.
Programy, plakaty, logo chóru artystycznie oprawiała,
Do czasu aż na belgijski szlak miłości się załapała.

e. Basia – słowik/fiołek

Basia Majewska – nasz słowik i sopran koloraturowy,
Zawsze śpiewała pięknie swój program wyjazdowy.
Na rękach Genia, na krześle albo na stole stojąc,
„Willo, ach Willo marzenia i sny” wspominając.

Ostatnio nam trochę zmarkotniała,
Bo u Ani solówek mniej dostawała.
Genia za to za rączkę ostro prowadzi,
Bo mu to od czasu do czasu nie zawadzi.

f. Boguś

Tak się dziwnie, ale dobrze składa,
Że stara wiara ciągle nam rada.
Boguś Ziółkowski – pierwszy prezes chóru,
Do dziś nam pomaga wcale nie przypierany do muru.

Ma serce dla zespołu gorące
I do chóralnej muzyki się rwące.
Na wszystkich koncertach bywa,
Nic mu z tego nie przybywa.

Zna Jasia od samego początku
I pokolenia chórzystów - bez wyjątku.
W sukurs mu idzie następców rzesza,
Wszystkich nas to niezmiernie pociesza,

Bo przecież kiedyś odejdziemy
I w próżni się nie znajdziemy.
Chór dalej będzie śpiewał
I koncerty miewał.

g. Czarny

Żmija z Czarnym często rozrabiali,
„Czarnym” tego Kaszuba adekwatnie nazwali,
Morze różnych napojów dranie wypili
I nie zawsze się tym chełpili.

Razem tworzyli duet wspaniały
I nie tylko w „Missa Criola” doskonały.
Czarny nadal jest towarzystwa duszą.
A jak ma kaprys, to i na próbę go skuszą.

h. Dorota

Dorota poszła drogą niebanalną,
Karierę zrobiła stricte medialną,
W telewizji robi wspaniałe programy,
Mamy nadzieję, że kiedyś w nich zagramy.

Jak niesie wieść gminna,
W Szczecinie już być powinna.
Pewnie w niedługim czasie,
Spotkamy się na Haken-tarasie.

i. Edi

Poprzednio wspomniałem o „mafii chóralnej”
I doczekaliśmy się sprawy naprawdę niebanalnej.
Edi do Parlamentu trafił i na polityczne salony,
Tam kolędy wyśpiewywał – prawie jak z ambony.

j. Ela - „Szydełko”

Solistka wielu naszych utworów koncertowych,
Oraz dla nas najpiękniejszych – tych autokarowych.
Tragedię „Słowika” jej głos oddaje wspaniale.
Frywolność tekstów często brzmi dość zuchwale.

Jasiu, Ania i inni dyrygenci byli zgodni w swym zdaniu,
Że nie ma sobie równego „Polesia czar” w jej wykonaniu.
Kochamy ją za to, oraz za przyśpiewki i ballady,
A także za syna, który w chóralne poszedł ślady.

k. Geniu

Takiego wspaniałego kolegi ze świecą szukać.
Wszystko załatwi i nie da się przy tym oszukać.
Chcesz mieć nuty na próbie lub na imprezie bigos do zjedzenia,
Nieważne co – dla Genia nie ma spraw nie do załatwienia.

„Majowica” – to dla chóru sprawa oczywista,
Chemicznie czysta i jak woda przezroczysta.
Sanepid nigdy nie miał do niej dostępu,
Produkowana była drogą chemicznego postępu.

Wiele imprez dzięki niej można było zorganizować,
Jej wpływu na integrację chóru nie należy bagatelizować.
Również inne przetwory i frykasy Genia, -
Choćby „Smalczyk” – nadają się zawsze do zjedzenia.

Głosik mu się lekko rozregulowywuje,
Lecz cały czas pięknie go w tercji moduluje.
Wspaniałe są tego chórzysty osiągnięcia i wzloty,
Życzmy sobie byśmy i my uzyskiwali takie wysokie loty.

l. Gosia

W Niemczech, wśród znajomych wielu,
Znajdzie się kilku, o których powiesz: przyjacielu!.
Oto Małgosia - IN TERRA PAX nam propaguje,
Była chórzystka, co pociąg do śpiewania ciągle czuje.
Polsko-Niemieckiej Akademii członkowie chórów,
Aby trafili na festiwal i do międzyzdrojskich murów,
Finansowo i organizacyjnie muszą być wsparci,
Bo Gosia Jakubowska-Galle wie, że są tego warci.

m.Jacek

Jacek był z nami na początku, potem chór porzucił.
Jednak ostatnio za sprawą Bożenki do zespołu powrócił.
Solista w licznych utworach, że nie wspomnę o dodatkowych walorach,
Gubi się często w nutach, w najmniej stosownych porach.

Jak się weźmie w sobie to jeszcze „tenorek” pokaże,
Ale pojęcie czasu zna w swoim tylko wymiarze.
Bożenka szczęśliwa, że ma partnera dworskiego,
Na balu chóru pięknie się z nią prezentującego.

n. Jul

Przez lata donośnie śpiewał w basach,
Teraz na emeryturze żyje jak w pampasach.
Chłop na schwał – natura towarzyska,
Jul go zwą, a Pisarek ma z nazwiska.

Śpiewać w zespole już mu się nie chce,
Lecz Jasia kocha i po piętach łechce.
W spotkaniach bierze udział czynny,
Rozrób na działce często jest winny.

Nigdy dobrego smaku nie przekracza miary,
Choć wypić może tyle, co nikt z naszej wiary.
Pojawia się zwykle w towarzystwie Krysi – małżonki,
Nie narzeka na starość i bolące korzonki.

o. Kozak - Jasiu

Opuścił nas Jasiu, doskonały bas, o tembrze popa,
Daleko szukać nawet wśród kozaków takiego chłopa.
Z Dunią tworzyli parę tancerzy zwiewnych,
Teraz zamiast dyrygentów woli popów cerkiewnych.

Ze wschodnich rubieży Rzeczypospolitej pochodził,
Często tam jeździł i nikt go od tego nie odwodził.
Organizował koncerty z okazji Kaziuków,
Nie jednemu Polakowi życzyłbym takich Wilniuków.

p. Kryndzia

Kryndzia Listewnik - „WSR - lanka”pełna polotu,
Drugi sopran, eksplozja śmiechu i humoru najwyższego lotu.
Na niejednej próbie i wieczorku śmialiśmy się do rozpuku,
Wysłuchując jej celnych uwag, nie nadających się do druku.

q. Kuba

Bas Tadziu Buczkowski - postać jak postument.
Ekonomista, chórzysta, solista, trochę dyrygent.
Z Jasiem niezwykle ściśle współpracował
I wieloma solówek partiami nas radował.

Pracowity niezmiernie, ale niestety bojący się muchy,
W Indiach wszędzie aerozolem przeganiał karaluchy.
Słynny był jego okrzyk „Nulla” w ”Catuli Carmina” partii solowej,
Widocznie Tadziu był w tym czasie myślami z Lesbią na sali balowej.

Olę Tadziu poznał w chórze,
Kochali się i mieli dzieci, już niemal duże.
Niestety choroba przedwcześnie ją zmogła,
Muzyka, mamy nadzieję, przetrwać pomogła.

Jest to rodzina niezmiernie muzyce zasłużona,
Bo poza Olą śpiewała też jej siostra Iwona.
Syn Maciej już w konzertsaalach daje recitale,
Inni synowie też od muzyki nie uciekają wcale.

Tadziu ostatnio zniknął nam z zasięgu wzroku,
Śpiewać już nie chce, ani prowadzić prób po zmroku.
Jednak mamy nadzieję, że muzyką tą się znów zachłyśnie
I w „Nieszporach Ludźmierskich” na nowo zabłyśnie.

r. Kurpiel

Kurpiel to wspaniała legenda chóru.
Muzykalny tenor i niemal guru.
W Indiach stał się sitara amatorem,
Ravi Shankar był mu wzorem.

Śpiewał w CHAPS-ie całe lata,
Zaraził tym dwie siostry i brata.
Małżonków znaleźli w chórze wszyscy,
Oni i ich dzieci stali się muzyce bliscy.

Na rodzinną uroczystość stworzyli chór i kapelę,
Pięknie koncertowali w telewizji, w niedzielę.
Na poprzednim leciu CHAPS-u wystąpili,
Wszyscy chórzyści ich maestrię chwalili.

Kurplowie odeszli z CHAPS-u do Cameraty,
Pewnie dlatego, że podobały im się zamkowe komnaty.
Lecz długo tam wspólnie nie pośpiewali,
Gdyż wkrótce Kurpla odgórnie odwołali.
Renia walczy z przeciwnościami losu,
A Andrzej chórom anielskim udziela głosu.

r. „Niunkowaci”

W każdej społeczności tak się zdarza,
Że jakaś osobowość przeważa.
W chórze wokół osoby Władka,
Utworzyła się przyjaciół gromadka.

Razem chadzali i bawili się doskonale,
Do grona swego nie dopuszczali wcale.
Z atmosfery kręgu wtajemniczonego,
Nie wynikało dla chóru wiele pożytecznego.

Jednakże były to wielkie indywidualności,
Inteligentni, pełni werwy i zapału młodości,
Dzisiaj różne wysokie zajmują stanowiska,
A Niuniek w Hollywood kamerą i fleszem błyska.

Kiedyś w CHAPS-ie prezesował z talentem,
Teraz w LA Festiwali Filmu Polskiego jest Prezydentem.
Zna wszystkich naszych reżyserów i aktorów,
Jak zechce, to na film o Jasiu znajdzie sponsorów.

s. Piotrek

Piotrek Jasnowski - znów inna chóralna historia,
To człowiek - polotu i fantazji alegoria.
Wszystko robił z rozmachem i swadą,
Nawet kłopoty nie były mu zawadą.

Doskonale zarządzał i wyjazdy organizował,
Z władzami dość lekko sobie postępował.
Przemawiając, czy też robiąc sprawozdania,
Zwielokrotniał wszelkie cyfry – czyniąc chór nie do pokonania.

Pomimo pracy zawodowej, idąc jej prądem,
Nie zapominał o współpracy z Janem i zarządem.
Pomagał też chórzystom wtedy, gdy tylko mógł,
Wiele ma przymiotów i szczególnych cnót.

Choć do śpiewania niestety nie powrócił,
Lecz w sercu i w myślach nigdy chóru nie porzucił.
Krąży wokół niego jak srebrzysty satelita,
Wspaniała ta Wenus, co przy nim rozkwita.

t. Purpuraci

Głośne śpiewanie było w największej estymie,
W czasach, gdy chórowi CHAPS dawano na imię,
Z tamtych to czasów znani są dwaj „purpuraci”,
Najwięksi „krzykacze” naszej chóralnej braci.

Nie wypada mi wymieniać ich z imienia,
Bo mogą nie znaleźć dyrygenta zrozumienia.
Lepiej niech się ze swymi możliwościami kryją,
Gdyż już nie w tamtych czasach śpiewają i żyją.

u. Romeczek

Romek to chórzysta znakomity,
A i kompan niespożyty.
W CPN-ie zakochany.
Damski krawiec - ale udany,

Z Natką dwie dziewczynki mieli,
Pewnie chłopca zmajstrować chcieli.
Muzykalna bardzo jest Monika,
Ale muzycznym talentem Vika.

Romek był i jest bardzo uczynny,
Był kryzys paliwowy - czuł się winny.
Jak mógł, to kolegów wspierał,
Nosa nigdy nie zadzierał.

Dowcip ma szczególnie wyostrzony;
Kiedyś na PKP Wojtka nastawiony.
Potem na tapecie był Karol,
Obecnie na basy zagina parol.

Nasz Romeczek głos ma chóralny,
Wyjątkowo mocny - tubalny.
Dobrze sobie radzi z frazą,
Zawsze śpiewa z wielką emfazą.

Gdyby w jakimś chórze,
Prosząc Pana na górze,
Móc mieć takiego tenora,
Będzie już Szyrockich diaspora.

w. Staszek

Spójrzmy na chór koncertujący,
To zawsze widok zaskakujący.
W środku jak latarnia z tłumu wyrasta,
Staszek Miłoszewski – potomek rodu Piasta.

Wspaniały mężczyzna – Halinka to przyznaje,
Wysoki, poważny, dobry baryton – tak mi się zdaje.
Niedawno szpakowaty pan, teraz biały jak śnieg,
Zakończył ostatnio prezesowania długi bieg.

Przez lata chórem mądrze zarządzał,
Jego poczynań nikt nigdy źle nie osądzał.
Halina miała z nim wieczne utrapienie,
Pracował w chórze, zamiast pomnażać rodziny mienie.

Natychmiast po powrocie z kolejnego wyjazdu
Zasiadał z mapą i wyszukiwał trasy przejazdu,
Następnych chóralnych zagranicznych wojaży,
Nie bacząc na przeszkody, na miasta i partii włodarzy.

Umiał władze zjednać stosownym słowem,
Podchodząc ich z Jasiem na takie dictum gotowym.
Wyjazdy były magnesem dla członków zespołu,
Ciekawych lepszego świata i jadania z niejednego stołu.

Szczególnie podczas, autokarowych podróży,
Czas uczestnikom się bardzo dłuży.
Staszek miał zawsze pod ręką opowieści,
O pracy architekta – ciekawe w swej treści.

Rodzina prawie cała też w chórze muzykuje,
Żona Halinka - sopranistka, a syn Bartek – basuje.
Bartek pokochał Dorotę i są w CHAPS-ie,
Wnuk, jak dorośnie, też pewnie na próbie nie zaśnie.

Staszek powoli z codziennej pracy zarządów się wycofuje,
Ale jego zajęcie żona Halinka powoli przejmuje.
Mając trochę czasu i przykład w swym domu,
Próbuje pracy w zarządzie, nie wadząc nikomu.

Długo by można wymieniać Staszka zalety,
Niestety inni też chcą usłyszeć o sobie kuplety.
Dlatego już na ostatek wspomnę istotne zdarzenie,
To on Piotrka młodo osadził na prezesowskiej scenie.

x. Wojtuś

Wojtuś to komputer ery naszych początków,
Dokładny i nie uznający żadnych wyjątków.
Dzienniczki prowadził pieczołowicie,
Z Wandzią układał sobie życie.

Zarząd zadanie miał ułatwione,
Gdyż punkty były już policzone.
Gdy muzycznej nie było przewały,
Dziesiąte a nawet setne punkta decydowały.

W pracy idealista w każdym calu,
Bywał na salonach i nie jednym balu.
Od uprawiania czynnej polityki odstąpił,
Wydaje się, że w polityków zwątpił.

Jednak w tenorach nadal dzielnie śpiewa,
Bo śpiew w uszach mu często rozbrzmiewa.
Choć broda i czupryna mu posiwiały,
Dziewczęta interesować się nim nie przestały.

y. Zaborek

Przez lata śpiewał w chórze,
I miał poparcie na samej górze.
Zaborek to chórzysta zasłużony,
W swoim czasie przez Alę zniewolony.

Gdy się oświadczał i prosił o rękę Ali,
Przyszli teściowie mało szoku nie doznali.
Długo głosu nie mógł z siebie wydobyć,
A przecież Alę postanowił zdobyć.

Na koniec wytłumaczyła, o co chodzi,
- stwierdziła tylko, że dzieci mu urodzi.
Określenie „właśnie” z niego wymogła,
W ten sposób decyzję podjąć pomogła.

Prezesował dzielnie kilka kadencji,
Wiele zawdzięczamy jego inwencji.
Przede wszystkim koncerty liczne
I wyjazdy zagraniczne.

Kiedyś solówką się szczycił,
Bo „Starzyk” głosu mu użyczył.
Piwo mu w tym dzielnie pomagało.
Niskość głosu basa utrzymać dało.

Podczas pobytu w Corku,
Tańczył jak „Śląsk” w New Yorku.
Jest teraz ekspertem chóralnych
Irlandzkich tańców niebanalnych.

Założył agencję koncertową „RONDO”,
Chciał organizować tourne? in tutto del Mondo.
Majątku na tym nie zrobił - niestety,
Teraz pomaga Ali w domu smażyć kotlety.

z. Żmija

Oryginałów mieliśmy w chórze całe legiony,
Swoisty styl miał Żmija - zawsze rozbawiony.
Trzymał go się wspaniały figiel i żart,
Mało, kto miał taki sytuacyjnego dowcipu fart.

„Żmija” - był chórzystą pełnym wigoru,
Człowiek – instytucja: żartu, dowcipu, humoru.
Inteligentny ponad przeciętną miarę,
Całymi latami zabawiał chóralną wiarę.

Stawał za pulpitem dyrygenta i miny stroił,
Jak na parodystę przystało, dwoił się i troił,
Wyginał się w takt muzyki nad wyraz sugestywnie,
Nikt nie wyraziłby się o takim mistrzu negatywnie.

Na wyjazdach, pierwszy do zabawy i rozróby,
Kąpiel bez majtek odbywał zwykle bez próby.
Wszędzie go było pełno, kolegów miał wielu,
Dobrze się bawił i nie stronił od chmielu.

Dyrektorował w WARS-ie przez kilka lat,
„Sypialny” załatwił każdemu, z kim był za pan brat.
Kochał wszystkich, kochana też była Krysia.
My zaś mieliśmy go za chóralnego trefnisia.
Miał też przyjaciół od Bachusa licznych,
Wpisali oni w jego los sporo nut tragicznych.

Odszedł niezapomniany solista Mszy Kreolskiej,
Człowiek wielkiego serca, o duszy polskiej.
Wspominany przez nas niemal codziennie,
Pustkę po nim odczuwamy niezmiennie.


42. Poza muzykowaniem

Przez chór przewinęło się wiele osób,
Dokładnie ich zliczyć - nie sposób.
Jak do tej pory, było nas około półtora tysiąca,
Każdego roku dochodzi kolejna rzeka rwąca.

Studiowanie - to wspaniała młodości męka,
Odchodzenie z chóru - to dla dyrygentów udręka.
Jednak my chórzyści kontakty nadal podtrzymujemy,
Z Janem oraz z przyjaciółmi blisko pozostajemy.

Okazjami do tego są „lecia” i Sylwestry chóralne,
oraz
Wykonania oratoriów - w swym nastroju niepowtarzalne.
Zjawia się wtedy każdy, kto utwór dobrze zna.
Zgodnie muzykują starzy i młodzi - nawet, co dnia.

W życiu prywatnym wykorzystujemy kontakty wszelkie,
Bo z wspólnej pracy chóralnej wynikają rzeczy wielkie.
W każdym zakładzie pracy, szpitalu, banku czy też urzędzie,
Są chórzyści, których wsparcie możesz mieć na względzie.

Jak masz problem, to służą Ci radą czy też pomocą,
Naprawdę wielka to sprawa, podkreślam to z całą mocą,
Liczyć na przyjaciół w biedzie, złym zdrowiu czy rozterce,
Cieszmy się, że mamy tylu tych, co mają serce.

Często na ulicy się nie rozpoznajemy,
Gdyż niestety powoli się starzejemy.
Jednak, gdy hasło:

„CHAPS lub Collegium Maiorum” zostanie wypowiedziane,
Nasze wejście do niejednego gabinetu jest mile widziane.

Cząstkę kulturalną i gospodarczą miasta stanowimy,
Odpowiedzialności w naszej pracy się nie boimy.
Społeczna działalność dała nam bazę pracy kolektywnej,
Muzykowanie stało się impulsem postawy pozytywnej.


43. Nasz przyjaciel – Rupert

Rupert Braun – nasz przyjaciel, z pobliskich Niemiec,
Założył polskiego szlachcica żupan i czepiec,
Na kolędowe śpiewanie zawsze się zjawia,
Koszt i trud przyjazdu problemu mu nie sprawia.

Radość bycia z nami i wspólnych wyjazdów przeżycia,
Emerytowanego nauczyciela greki podrywa do życia.
Aniołowie czuwają nad nim podczas jazdy samochodem,
Wiele dobrego otrzymaliśmy od niego, tak mimochodem.


44. Przyjaciel i sponsor – Jose

O naszym szczególnym przyjacielu również pamiętamy,
Jose Ramon Perez – od wielu lat z Hiszpanii go znamy.
Sponsorze o niebywałym sercu i umiłowaniu Polaków,
W Walencji poznaliśmy wiele jego miłości przysmaków.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości,
Że piękno Maryli sprawiło mu wiele radości.
Tam gdzie serce kieruje człowiekiem,
Miłość, a potem przyjaźń pogłębia się z wiekiem.


45. Nasz przyjaciel – redaktor Zbigniew Pawlicki

Kiedyś mieszkał w Szczecinie, a teraz w Warszawie,
O muzyce może opowiadać dużo i ciekawie.
W Redakcji Muzycznej Polskiego Radia pracuje stale,
Całe swoje życie wspiera Jasia i chór nasz wytrwale.

Współtwórca Festiwalu Chórów w Międzyzdrojach,
Zawsze gotowy do pomocy w terenie i na pokojach.
Jest przyjacielem i koncerty nasze prowadzi,
Często nas odwiedza - jesteśmy temu radzi.


46. Nasze Zarządy

CHAPS’u i COLLEGIUM MAIORUM Zarządy,
Prowadzili ludzie mający szerokie poglądy.
Władze uczelniane, miejskie i te z partii rodem,
Nie zawsze chciały być dostatecznie uczynne
I „łączyć się z narodem”.

Od nadmiaru roboty mieli głowy urwanie,
Na szczęście znaleźli czas na studiowanie.
Bielenis, Bartosiak, Zaborowski,
Juszkiewicz, Jasnowski,
(Pozostali, niech się nie obrażają,
Że ich nazwiska teraz nie padają).

Teresa obecnie ZACHAPS-owi przewodzi,
I z kierownikiem Grzesiem jakoś się godzi.
Jeszcze Staszek Miłoszewski „Prezesem-Prezesów” zwany.
Do dziś dnia zawsze i chętnie się udzielający,
Radą i doświadczeniem kolejne Zarządy wspomagający.

Chwała im za ich trud, często nadmierny,
Miało to jednak efekt bardzo wymierny,
Była to dla nich szkoła pracy w zespole i zarządzania,
Dzięki niej nauczyli się, w życiu - problemów pokonywania.

W owych czasach radosnej twórczości,
Wszystko trzeba było załatwiać – nie było innej możliwości.
Jednak z chórem na ogół się liczono,
Ba, pojęcie „mafii chóralnej” wówczas stworzono.

„Mafia” to słowo może nam się źle kojarzyć!
Ale bez niej chór o załatwieniu wielu spraw mógłby jedynie pomarzyć.
Każdy wyjazd i koncert w Katedrze - dla przykładu,
Wymagał organizacyjnego wysiłku i cenzora wkładu.

Mówiąc o cenzorze - konieczność jego obłaskawiania,
Zmuszała Jasia i Zarząd do wielkiego współgrania.
„Sukces wieńczy dzieło”, wiemy to wszyscy,
Sprawy układano tak, by do chóru – „nie weszli Ruscy”.


47. Nasz założyciel, dyrygent i przyjaciel – Jasiu

W codziennej pracy mistrz Jan nami dowodził,
Często życia sobie tym szczególnie nie słodził,
Wiecznie rozrabialiśmy i gadaliśmy na próbach,
Chyba, że śpiewany był Szymanowski lub Bach.

Próby z Jasiem były i są dla nas wielką wartością,
Podchodzimy, więc do nich z dużą radością.
Bo gdy wejdzie za pulpit dyrygenta,
O Bożym świecie już nie pamięta.

Natomiast, doskonale rozumie i wie,
Czego kompozytor i on od nas chce.
Z chóru potrafi wycisnąć wszystkie soki,
Zyskując publiczności aplauz i podziw głęboki.

Próby z Janem, z czasem stały się rzadkością,
A przecież cieszyły się wśród nas popularnością.
Zaangażowanie w ZACHAPS-ie stopniowo malało,
Szkoda, że tak to się stać musiało.


48. Collegium Maiorum

Zakładano, że Collegium Maiorum ma same dobre cechy,
Obecnie, niektóre z nich wywołują w nas gromkie śmiechy.
Miało być: - próby rzadsze, z kawą i prowadzone na luzie,
Bez przesłuchań – same uśmiechnięte buzie.

Poza tym chodziło o zmniejszenie różnic wiekowych,
Bo zespołowi przybywało twarzy całkiem nowych.
Jednak wiek to sprawa względna i z czasem każdy to pojmuje,
Że nie jest ważna data, tylko to, co się czuje.

Tak to założenia rozminęły się z rzeczywistością,
Co odnotowuję – jak mówi reklama „z pewną nieśmiałością”.
W efekcie powstał drugi chór, o całkiem innej klasie,
Część dobrych chórzystów z niego odeszła, po jakimś czasie.
Poszli z duchem czasu, za chlebem - jak mawiają,
Ale o tym gdzie zaczynali, zawsze pamiętają.

Gdziekolwiek teraz działają, chwalą się niezmiernie,
Że w Chórze Politechniki Szczecińskiej długo śpiewali wiernie.
CHAPS i Collegium Maiorum mają bazę do śpiewania oratoriów,
Znamy te utwory, więc dokonujemy wspólnych repetytoriów.

Byliśmy, jesteśmy i będziemy – ujmę to dosadnie,
Dyrygenci się zmieniają, lecz my trwamy przykładnie.
Pomysłów nam nie brakuje, nawet swoją gazetkę już mamy,
Kolejnych wydań wyczekujemy i wnikliwie je czytamy.

Tytuł: „Kobieta i Chór” niestety już nie pasuje,
Wyraźna męskość nowego dyrygenta go psuje.
Partycja Redaktorem Naczelnym i wydawcą w jednej osobie,
Oczekuje dobrych tekstów i pomysłów w każdej dobie.

Na czerwcowym zakończeniu naszej działalności,
Dobrze się bawiliśmy i życzyliśmy sobie pomyślności.
Zarząd rozdał nam Collegium Maiorum akcje,
Liczymy na rozwój firmy i prywatyzację.


49. Pan na Zamku – Geniu

Przez kilka lat braku przewodnictwa Jana,
Mieliśmy Gienia Kusa za chóralnego Pana.
ZACHAPS nie tylko miło z nim współpracował,
Ale również w Annie Jagiellonce chętnie balował.

Bale Sylwestrowe wszyscy z lubością wspominają,
Pana na Zamku i dyrygenta wychwalają.
Były to lata świetnej zabawy i dobrej roboty,
Rozstaliśmy się, więc nie czyniąc sobie psoty.


50. Waldek

Pracował z nami też Waldek wspaniały,
Ekspert od wdechu i wydechu doskonały,
Frazował według klucza wrocławskiego,
Ale odszedł od pulpitu dyrygenckiego.

Z ZACHAPS-em, nie łatwo jest pracować,
By żartownisie nie zaczęli sobie dworować,
Bo my wszyscy, po latach Janowego kształcenia,
Mamy trochę za wiele chóralnego doświadczenia.


51. Dyrygentka – Ania

Jak to się mogło Prezesie Prezesów stać?
Nie wie do dzisiaj tego chóralna brać.
Że Jasiu COLLEGIUM MAIORUM ją dał
To cudowny Maj chyba być musiał.


Ma wszystko to, czego trzeba
I nie boi się dyrygenckiego chleba.
Ania – wykształcona, młoda i piękna kobieta,
Sprawia, że nie potrzebna nam inna podnieta.

Z chórem i z batutą wspaniale sobie radzi,
Wspomnieć o tym nawet dziś nie zawadzi.
Okazała się dla nas niemal doskonała,
I w ZACHAPS-ie na stałe została.

Radość nie była zbyt długa, gdyż inny kurs obrała,
Na Chórmistrza w ZPiT„ŚLĄSK” konkurs wygrała.
I choć cieszymy się z sukcesów naszej Ani,
To na nowego dyrygenta pomysłu nie mamy ani ani.


52. Nowy dyrygent

Po poszukiwaniach i małym rabanie,
Paweł Osuchowski dyrygentem zostanie.
Warcisław ponoć dał mu wolną rękę,
Liczymy, że na naszą chwałę, a nie na udrękę.


53. Wielkie realizacje

Nauczyliśmy się wielu dużych form muzycznych
I pracowaliśmy z dyrygentami orkiestr rozlicznych.
Daliśmy koncerty pod wielu mistrzów batutami:
(W. Pawłowski, S. Marczyk, J. Wiłkomirski,
A. Markowski, T. Strugała, M. Pijarowski,
J. Semkow, W. Michniewski, J. Przybylski,
K. Kord, K. Penderecki,
- że tylko ich wyliczę,)
Szczycimy się również wieloma nagrań płytami.

Lubimy duże formy muzyczne jak msze i oratoria,
Jest to wielkie dla nas wyzwanie i wspaniała historia,
Orkiestra, soliści, no i oczywiście my - chórzyści,
Wspólna praca daje nam wiele satysfakcji i korzyści.

Ze swych muzycznych upodobań jesteśmy znani
I z tej przyczyny „ORMO” zostaliśmy nazwani.
Lecz to nie tamta instytucja quasi wojskowa,
A Ochotnicza Rezerwa Muzyki Oratoryjnej
– zawsze do śpiewania gotowa.


54. „Srebrne Dzwony”

Oratorium „Srebrne Dzwony” wykonano z rozmachem,
Wystawiając je w Warszawie, pod cyrkowym dachem.
Zgromadziło wszystkich twórców kultury masowej,
Na apel kompozytora – Katarzyny Gärtner
I twórcy - Ernesta Brylla, dla chwały narodowej.

Upamiętnienie Dnia Zwycięstwa było chóru udziałem,
M. Rodowicz, S. Borysa i M. Grechutę też tam widziałem.
Dodam ALIBABKI i wszyscy to też jeszcze nie będą,
St. Rachoń tym dyrygował, a Kuba zarządzał naszą grzędą.


55. „Nieszpory Ludźmierskie”

Jana Kantego Pawluśkiewicza „Nieszpory Ludźmierskie”,
Wykonywane w Lizbonie, zostawiły wrażenie nieziemskie,
Śpiewaliśmy je również dla naszego wielkiego rodaka,
We Wrocławiu, w czasie pielgrzymki papieża Polaka.

Utwór ten niesie tchnienie wiatru, gór i boskiej opieki,
Również nostalgię - tak, że na twarzy ma się wypieki.
Wykonywaliśmy go już wielokrotnie, w Polsce całej,
Doczekał się publiczności naprawdę niemałej.

Kraków to miasto „Piwnicy pod Baranami”
I wykonawców, co śpiewają te nieszpory wraz z nami,
Utwór, kompozytora i solistów bardzo polubiliśmy,
Ale dobrze opracowanych nut i tak się nie doczekaliśmy.


56. Współpraca z operą

Ostatnio z operą Kunca chętnie współpracujemy,
Carminę Burana, fragmenty oper Verdiego wykonujemy.
Zanosi się na wykonanie muzyki filmowej W. Kilara,
Czyli, dobrze się stara ZACHAPS’owska wiara.
Jeżeli na „kuncu” korytarza zapadną inne decyzje,
Trudno, śpiewać będziemy inne programowe wizje.

Jest to jednak diametralnie odmienne śpiewanie,
Nie ma czasu i środków na rzetelne przygotowanie.
Wszyscy wychodzimy z siebie, ale kończy się chceniem,
Jakość przegrywa, z dobrym ogólnym wrażeniem.

Przyzwyczajeni jesteśmy do śpiewania perfekcyjnego,
W tych warunkach jest to raczej coś nieosiągalnego.
W zespole a’capella słyszalny jest każdy błąd śpiewającego,
Operowy chór jest w tle orkiestry, solistów
i ruchu scenicznego.

Jak mi powiedziała córka Agatka,
Sytuacja jest taka jak radiowa gadka.
Każda pomyłka natychmiast w redaktora godzi,
A w telewizji dzięki wizji wiele uchodzi.

Wiele frajdy daje przebieranie się w przeróżne stroje,
Robimy piękne zdjęcia i poprawiamy tym nastroje.
Wykonania te przynoszą wiele dodatkowych wrażeń,
Słynne opery, doskonali soliści –
to spełnienie nie tylko Ani i Jasia marzeń.


57. „Missa Pro Pace”

Ostatnio wykonywaliśmy „Missa Pro Pace” – W. Kilara,
„Rzecz doskonała” – tak twierdzi publiczność i nasza wiara.
Piękno tkwi w prostocie – to dobra stara zasada,
Ale do opisania tego utworu znakomicie się nada.

Dzieło to wywarło na słuchaczach ogromne wrażenie,
Wykonywać go będzie niejedno przyszłe pokolenie.
W Słupsku i Gdańsku nie było końca owacjom stojącym,
Sam kompozytor chwalił chóru maestrię, sercem gorącym.


58. Koniec Wielkiej Improwizacji

„Bądź dumna z młodzieży ojczyzno....”
To się rymowało przecież z „blizną”.
Teraz już nie wystarczy tak śpiewać,
Gdyż wszyscy wokoło będą ziewać.

Pragnę zwrócić uwagę niektórym ludziom,
Że amatorzy osiągnęli profesjonalny poziom,
I taki pogląd wszystkim podzielać radzimy,
Ale młodsi niestety już nie będziemy.

Nasza młodzież stawia konkretne pytania,
„Za ile” ten czy ów występ, jest do sprzedania?
Trzeba przyznać, że mają w tym wiele, wiele racji,
Koniec już „DZIADÓW” Wielkiej Improwizacji.


59. Kierownik biura CHAPS’u - Grzesiu

Poza tym w Grzesiu pokładam nadzieję,
Aby pamiętał, że on też się starzeje.
Noblesse oblige - wszyscy pamiętajmy,
I o dawnych chórzystach nie zapominajmy.

Stowarzyszenie Chórów Politechniki Szczecińskiej
Tak długo będzie trwać,
Jak długo razem będzie stara i młoda brać.


60. Chóralne powroty

Tak się ostatnimi laty ciekawie składa,
Że stara chóralna brać na nowo nas „dopada”.
Wracają, bo coś wieczorami trzeba robić,
A upływający czas lepiej muzykowaniem zdobić.

Zawsze byłych chórzystów serdecznie witamy,
Na próby, koncerty i spotkania zapraszamy.
Na nowo się Wam i nam przypomni młodość,
Dzieci odchowane, więc sprawcie sobie tę radość.


61. Rada Miasta Szczecin

Tymczasem pozwolę sobie na małą dygresję,
Aby na Miasta Szczecina Radę wywrzeć presję.
50 lat temu nie było gdzie manifestować,
Dzisiaj nadal nie ma gdzie koncertować.

Chóry, zespoły muzyczne i imprezy masowe, te wielkie,
Wykorzystywać muszą kościoły, czasami budy wszelkie.
Nikt już do nas przyjeżdżać nie ma wielkiej ochoty,
Bo to daleka prowincja i nic nie skłania do dobrej roboty.


62. Spotkania chórzystów

Dom, praca i próby - siwieją nam skronie,
Bo znaleźliśmy się w „półpsychicznych” gronie.
Tak siebie od czasu do czasu nazywamy,
Gdy na nadmiar zajęć narzekamy,

Kiedy z trudem idziemy na kolejne próby,
Bo w domu i w pracy mogą nas czekać rozróby.
Jednak w chórze czasu za stracony nie uznajemy,
Bo naprawdę dobrze się w nim czujemy.

Znajdujemy przyjemność w śpiewaniu
I we własnym gronie bywaniu.
Znajdujemy odprężenie i radość,
Tam gdzie inni mają już tego dość.

Nie tylko na koncertach i próbach się spotykamy,
Ale na „jour fixe”, balach i piknikach rozrabiamy.
Zawsze mamy wiele sobie do powiedzenia,
Do zaśpiewania i do zrobienia.

U Bajdów, u Hira czasem też bywamy,
Catewiczów również odwiedzamy.
Co kilka lat bywamy na piknikach u Różaków,
U Groszków też się spotyka wielu chóralnych chojraków.

Tradycją stały się chórzystów spotkania,
Kolejne pokolenia mają też coś do dodania.
Kiedyś na stole królował chleb, kiełbasa i wóda,
Teraz jadamy również bardziej wyszukane cuda.

Chórzyści na łono przyrody chętnie przybywają
I gospodarność naszych przyjaciół wychwalają.
Obecność Jasia gospodarzy nobilituje,
A nas wszystkich - z różnych pokoleń - cementuje.

Sympatyczne i ciepłe są te nasze wspólne spotkania,
Przeplatają się różne roczniki chóralnego śpiewania.
Jedni drugich mobilizują do wspólnej uciechy,
Każdy, co innego pamięta i są z tego niezłe śmiechy.

Zwykle, gdy kończy się spotkanie towarzyskie,
Wykonujemy „O ziemio ojców” – tak bardzo nam bliskie.
Tradycyjnie mężczyźni to tylko śpiewają,
Jasiu dyryguje, a kobiety podziwiają.


63. Śmiech to zdrowie

Wybaczcie te zbyt długie opowiastki,
Siłą rzeczy musiały to być tylko namiastki.
W jednej chwili moich 40-stu kilku lat chóralnego żywota,
Nie może zastąpić krótka, wierszowana głupota.

Mam nadzieję, że nie został popełniony żaden lapsus
W tym pisaniu na jubileusz CHAPS’u i ZACHAPS’u,
Byłoby to ze wszech miar niemiłe i niefortunne,
Gdybym skrzywdził jakieś stworzenie niewinne.

Większość z tego, co opisałem,
Sam przyjemność przeżyć miałem,
Jeżeli o kimś lub o czymś zapomniałem,
Trudno, widocznie słabo to przeżywałem.

Właściwie, niczego nie zapomniałem,
Po prostu -
We wspomnieniach zmieścić nie zdołałem.
Dlatego miejcie wzgląd na te uwarunkowania,
Nim zabierzecie się do krytykowania.

Piszę te wiersze, aby nie zapomnieć otoczki historii,
Spraw maleńkich, ale wesołych i pełnych euforii,
Faktów, których nie odnotowują oficjalne opracowania,
W których nie królują naukowe sformułowania.


Śmiejmy się z zapamiętanych sytuacji i swoich słabostek,
Brawury, głupoty, buty, młodości rozterek i miłostek.
Śpiewanie w chórze to nie tylko praca i jedzenie chleba.
„Śmiech to zdrowie”, tego coraz więcej nam trzeba.

Przeplatanką są te moje chóralne peregrynacje,
Od Chóru Politechniki do Collegium Maiorum,
Wrażenia się mieszają i czas na rezygnacje,
Z dalszego zanudzania tak dostojnego quorum.


64. Życzenia dla Prof. Jana Szyrockiego:

Mamy chóru i jego twórcy Jana 50-cio lecie,
Więc dużo imprez jest w tym roku na tapecie.
Cieszmy się tym, co on nam zgotował,
Godnych następców! I Zdrowia! Zdrowia!

Do poprawy tego ostro się zabrałeś,
Ale o wypoczynku całkowicie zapomniałeś.
Wyznajesz wspaniałą zasadę, że „ruch to zdrowie”,
Liczymy na to, że Pan Bóg również o tym się dowie.

Założycielu Chóru Szczecińskiej Politechniki,
Na ziemiach zachodnich prekursorze chóralistyki,
Twórco i profesorze Akademii Muzycznej,
Wychowawco muzyków gromady licznej.
Wszyscy za Ciebie się modlimy,
Długich lat życia i zdrowia prosimy.


Jak Cię znamy, to pracować będziesz nadal,
Nie jest to przecież żadna Twoja wielka wada,
Niech każdy z nas tak tylko błądzi,
A Pan Bóg nas wszystkich równo osądzi.

dla chórów:

„A gdy po latach wielu, przypomni się pieśń ta,
Z Twych oczu przyjacielu, serdeczna spłynie łza.
Młodości czar co minął, znów wskrzesi wiosny wiew,
Wietrzykiem z łąk przypłynął wesoły, dawny śpiew”.

Ciesząc się z tej wspaniałej uroczystości,
Na którą przyjechało tylu przyjaciół i gości,

Życzę Szanownym Jubilatom:

Chórowi Politechniki Szczecińskiej
oraz
Collegium Maiorum;

Uczelni wsparcia, łask, również boskich mnogości,
W codziennej chóralnej pracy wytrwałości.
Aby nie brakowało: w chórach młodzieży muzykującej,
Dziewcząt i chłopców, czasem, nawet kulturalnie rozrabiającej,
Ni prowadzących – współpracowników, a nie pochlebców,
Ni dyrygentów – godnych prof. Jana Szyrockiego następców.
Sławienia Politechniki Szczecińskiej imienia,
Polski i miasta Szczecina w świecie znaczenia.

Muzykujący „Ambasadorzy kultury polskiej” -

– Chwała Wam!

a COLLEGIUM MAIORUM,

Już mniej urzędowo,
Życzę dodatkowo:

Pracy bez znoju,
Na próbach spokoju,
Zapału do śpiewania,
Na próbach zaangażowania,

Programu ambitnego,
Ale adekwatnego,
Dla dyrygenta pomocników
I napływu młodszych roczników,

Zwolnienia tempa pierniczenia
I lepszego w basach brzmienia,
Prezesa stałej działalności,
I zarządu efektywności,

Z koncertów satysfakcji
I publiczności żywiołowej reakcji,
Wyjazdów zagranicznych
I sponsorów licznych.

A ponadto:


By każdy chórzysta CHAPS-u wiedział, będąc w rozterce,
Że w COLLEGIUM MAIORUM jest zawsze dla niego miejsce.


65. Post mortem

Na koniec wyrażę me skromne marzenie,
Aby młodzież spełniła to małe życzenie,
By po następnym chóralnym 50-cio leciu,
Jasia i nasz grób był w Waszej pamięci i w kwieciu.


66. Rozwiązanie Wielkiego Konkursu:

w Chaps-ie kto to? głos
Badyl Andrzej Bieliński tenor
Bellissima Ewa Tom (Pecenco) sopran
Benek Bernard Bielenis tenor
Bil Lubomir Bilewski baryton
Blondi Jolanta Bartczak sopran
Boniek Waldemar Sutryk tenor, dyrygent
Buźka Andrzej Kulikow tenor
Cepcio, Rycerz Ryszard Cybulski tenor
Czarny Ryszard Stoltmann tenor
Dach, Edi Edward Daszkiewicz baryton
Długa Bożena Derwich alt, dyrygent
Dunia Anna Krupińska alt
Dziulek Jolanta Wasiak sopran
Fiołek, Słowik Barbara Majewska sopran
Fryzjer Kazimierz Czapiewski tenor
Gerwaz Włodzimierz Gelbard baryton
Groszek Ryszard Stawiński bas
Groszek Ryszard Stawiński bas
Hir Hieronim Tadych bas
Jul Julian Pisarek bas
Kaśka Eugeniusz Pawlik tenor
Konar Andrzej Konarski baryton
Kowan Jerzy Kowański baryton
Kozak Jan Subocz bas
Kryndzia Krystyna Listewnik (Marczuk) sopran
Ksiądz Dorota Zapaśnik alt
Kuba Tadeusz Buczkowski bas, dyrygent
Kurpiel Andrzej Pilarczyk tenor
Leżak Mieczysław Podsiadło tenor
Lula Ludmiła Mitkiewicz alt, dyrygent
Mała Elżbieta Górna (Bartosiak) alt
Mamuśka Anna Gonczaruk sopran
Maruszka Stanisław Kawiak tenor
Maryśka Maria Piotrowska (Noga) sopran
Matka Boska Krystyna Oleśniewicz sopran
Niuniek Władysław Juszkiewicz tenor
Pająk Krzysztof Polański (Pająk) baryton
Patrzałek Stanisław Kurlapski bas
Poetka Janusz Milczyński tenor
Prezes Prezesów, Prezydent, Miłosz
Stanisław Miłoszewski (tenor) baryton
Rita Barbara Magdziarek alt
Rudy Zygmunt Kozaczka baryton
Sławka Sława Polska sopran
Słowik Adam Waniel bas
Smarkul Andrzej Starzyński tenor
Surynt Edward Stelmach tenor
Szpetota Dorota Szpetkowska alt
Szpila Teresa Dziemianko (Wojtkun) alt
Szydełko Elżbieta Szydłowska sopran
Świerk Marian Świerczyński tenor
Taitanek Henryk Kotwicki tenor
Wąs Jerzy Brzozowski tenor
Wowo Władysław Karaszewski bas
Zaborek Stanisław Zaborowski bas
Żaba Elżbieta Kulikow (Kaczmarek) alt
Żmija Jerzy Żukowski (tenor) bas

Erazm Dominiak – tenor II
Szczecin, 2002 r.

67. Przyczynek do krótkiej historii Janowego życia

Dzisiaj mamy 70 – lecie Jana.
Cała chóralna brać jest odświętnie ubrana.
Przyszli dawni i obecni chórzyści.
Tłumek ten ledwie się tutaj mieści.

Kim jest nasz dzisiejszy Jubilat?
Tego nawet nie wie jego brat.
Z jednej strony inżynier, z drugiej profesor muzyki,
A także dyrygent – ulubieniec publiki.

Z Łazisk, ze Śląska przyjechałeś do nas.
W samą porę, by nam umilić czas.
Dzięki Tobie pasję życia mamy
I za to Ciebie – Janie szczerze kochamy.

Muzyką od dzieciństwa stale się parasz,
Na uczuciach słuchaczy wspaniale grasz.
Chórowi poświęciłeś całe swe życie,
Stanowisz wielkie szczecińskie odkrycie.

Zacząłeś od Chóru Politechniki.
Były Berżeretki, były też Słowiki,
Była próba rapsodii radiowej,
Ale nie było to w smak władzy ludowej.

Politechnika Szczecińska nauką stoi,
A chór Szyrockiego naukę stroi.
Tak to władze Uczelni widzą
I dlatego chóru się nie wstydzą.

Stowarzyszenie tak się rozrosło,
Że różnych chórów pełno narosło.
Mamy dziecięcy, mamy przygotowawczy,
Mamy zasadniczy, no i ten „element” sprawczy.

W skrócie CHAPS go zwą.
Zapracował na nazwę swą.
A że chórzyści też się starzeją
Karmisz ich COLLEGIUM MAIORUM nadzieją.

Rozśpiewałeś Szczecin cały,
Chociaż nie jest wcale taki mały.
Jesteś twórcą szczecińskiej chóralistyki,
Często na ustach publicystyki.

Kamień i Międzyzdroje muzyką ozdabiasz.
Festiwale ubogacasz, pięknie przemawiasz.
Tam gdzie chór śpiewa, publiczność bije brawa.
I tak rośnie Twoja i nasza chóralna sława.

Byłeś Szczecinianinem Roku wielokrotnie,
Teraz jest Ci nieco markotnie.
Stolica Ci zapachniała,
Ale szczęścia chyba nie dała.

Warszawka okazała się hermetyczna,
Pomimo, że jest taka śliczna.
Wróciłeś, więc do naszego miasta,
By muzyką wypełniać staropolskie ziemie Piasta.

Z muzyki nie jest łatwo wyżyć.
Raczej Muzie niż Mamonie trzeba służyć.
Więc chociaż jeździsz na zagraniczne wojaże,
Pobierasz niestety skromne apanaże.

Taka to już dola muzyka - artysty,
Bywać raczej w roli statysty.
Tworzyć wiekopomnie,
Ale zarabiać skromnie.

Rozkochała go jedna altówka – Jola.
Połączyła ich chóralna dola i niedola.
Próby i wyjazdy - prawie, co dzień,
A Ona kocha i chodzi za nim jak cień.

Codziennych prób rapsodia,
Zmieniających się chórzystów melodia,
Do domu powroty wieczorne,
Czynią życie Joli upiorne.

Rozśpiewanie i próba głosowa,
Mina nie może być marsowa.
Od jednej do drugiej próby,
Często przy pomocy Kuby.

Twoje jurorskie wypady,
Dodają Ci animuszu i ogłady.
Decydujesz o nagrodach chóralnych,
No i unikasz spraw banalnych.

Zmieniali się Prezesi Zespołu – Tyś trwał.
Odchodziły kolejne Zarządy – Tyś dyrygował.
Kochają Cię wszystkie chórzystek pokolenia,
Więc odejść nie masz sumienia.

Korepetytorów miałeś całe grona,
I z pewnością nie była to mamona.
Potrafiłeś ich ująć swoim urokiem,
Chodzą za Tobą równym krokiem.
Diering, co czekoladą obdzielał dziewuchy,
Pierchała, do którego Mazowszanki kleiły się jak muchy,
Bok, który muzykę powtórkami robił,
Niejednej Pani wianuszkiem się zdobił.

Grażyna Sułkowska z krakowskiej dzielnicy,
No i Zofia Korniszewska ze stolicy.
Emisję nam układała,
I za rączki nas trzymała.

Jest tu Kuba nasz wspaniały,
Na głosowe próby doskonały.
Lula, Rycerz, Boniek, był też Zimak,
Tylu ich było, ile ziaren ma mak.

Bowiem do chóru garnie się wiele głów.
To się rozumie – nawet bez słów.
„Muzyka łagodzi obyczaje”,
Hasło Waldorffa prawdą się staje.

Muzykę tworzysz, układasz programy.
Z chóru wyciskasz potu całe kilogramy.
Czynisz widowiskowe cuda,
Aż się trzęsie koncertowa buda.

Wspaniale jest słyszeć tłumów oklaski,
Widząc kolorowych afiszy blaski,
Będąc pod czarem Twojej batuty,
Nie zaznaliśmy nigdy poruty.

Niejeden układ, niejedna aranżacja.
Twoje pomysły to jedna wielka gracja.
Tego zazdroszczą Tobie niezmiernie.
Ci, co lądują przy Tobie miernie.

Masz przyjaciół w każdym kraju,
Wszędzie czujesz się jak w raju.
Każdy chętnie Ciebie gości,
Nawet tacy jak my – chórzyści prości.

Muzyka dawna i współczesna chóralistyka,
Ułożone ciekawie - to Twoja stylistyka.
Dobór utworów to Twój atut niezbity,
Za to będzie nie jeden kielich wypity.

Piękno polskiej muzyki chóralnej,
Pokazujesz w świecie, w każdej sali, nawet marnej.
Wspaniałość naszej polskiej kultury,
Nawiedza wielkie metropolie i małe dziury.

Osiągnąłeś szczyty kunsztu muzycznego.
Wielkie sale koncertowe leżą u progu Twego.
Zwycięskie konkursy i wspaniałe koncerty,
Zewsząd napływają doskonałe oferty.

Nauczyłeś nas rzetelnej pracy i dobrej muzyki,
Wiemy jak rozumieć słowa krytyki.
W tym codziennym zagonieniu,
Znajdujemy ukojenie w muzyki tworzeniu.

Żyj nam długo i radośnie,
Koncertuj, dyryguj i myśl o wiośnie.
Kochaj małżonkę, kochaj chórzystki.
Pamiętaj, że drzewa też mają listki.

Życzymy Tobie długiego życia,
Dużo wyjazdów i w salonach bycia.
Dostatniej starości i młodości w działaniu,
Królewskich apanaży w chóralnym dyrygowaniu.

Koncerty, konkursy i festiwale,
Zdrowie nieważne w pracy nawale.
Jednak to wiemy: ważne i zdrowie i praca,
Jedno pozwala żyć, a drugie ubogaca.

Pasja życia i pasja spełnienia,
Udziela Ci twórczego tchnienia.
Drobne przypadłości niech Ci uzdrawia,
Świadomość, że chór Cię pozdrawia.

CHAPS i COLLEGIUM MAIORUM
Tworzą Twoje chóralne kworum.
Bądź szczęśliwy przede wszystkim z nami,
Bo jesteśmy Twymi rodzynkami.

Ty chóralny czarodzieju,
Uczuć ludzkich dobrodzieju,
Osiemdziesięciolecie już w planie,
Bądź zdrów - bo Kochamy Cię Janie!!


Erazm Dominiak – tenor II
Szczecin, dnia 29.12.2001 r.